
Hanath machnął mu jeszcze raz i usiadł ciężko obok towarzysza.
— Co się stało? — zapytał Herilak, szukając ran czy krwi, lecz ich nie znajdując.
— Porro — wyjaśnił ochryple Hanath, wskazując na gliniany dzban stojący u wejścia do namiotu. — Niedobre.
— Powinniście byli o tym pomyśleć przed kradzieżą.
— Skradzione porro było bardzo dobre — cmoknął. — Coś jest nie tak z tym, które zrobiliśmy. Smakuje jak trzeba, lecz następnego dnia łowca bardzo choruje.
— Zrobiliście je? Jak? — Herilak zajrzał do dzbana i wykrzywił się od zapachu.
— To dość proste. Przez wiele wieczorów przyglądaliśmy się, jak je robią. Nie są dobrymi łowcami, bez trudu można ich podejść. Porro łatwo sporządzić, wystarczy zebrać to, co im rośnie, tagaso. Potem kładzie się to do wody, wystawia na słońce i dodaje mchu. To wszystko.
Morgil poruszył się, otworzył przekrwawione oko i jęknął.
— To na pewno przez mech. Chyba za dużo go dodaliśmy. Herilak miał już dość ich głupoty.
— Sammady odchodzą.
— Pójdziemy z wami. Może jutro. Wszystko będzie dobrze.
— Jeśli tylko nie wypijecie tego — powiedział Herilak i kopnął dzban, porro wylało się i wsiąkło w ziemię. Okropnie śmierdziało.
— To mogło być tylko przez mech — powiedział słabo Morgil.
Kerrick spojrzał z troską na niemowlę.
— Czy jest chora? Otworzyła wreszcie oczy, lecz stale nimi przewraca, chyba nas nie widzi.
Armun roześmiała się głośno, był to jasny, szczęśliwy śmiech.
— Już zapomniałeś, że Arnwheet miał dokładnie takie same oczy? Tak jest u wszystkich dzieci. Ysel bądzie miała dobry wzrok. Trzeba tylko poczekać.
— A ty możesz już iść?
— Już od kilku dni ci powtarzam, że odzyskałam siły. Chcę opuścić to jezioro. — Nie patrzyła na drugie obozowisko, ale i tak wiedział, co myśli. Wiedział, że nie może już dłużej odkładać odejścia. Wszystko, co mieli zabrać, czekało powiązane i przymocowane do dwóch włóków. Stanowiło to niewielką cząstkę ładunku mastodonta, lecz nie mieli go. Wzięli tylko tyle, ile zdoła pociągnąć wraz z Harlem. Armun i Darras zajmą się niemowlęciem, Arnheet poniesie włócznię i łuk. Dla Ortnara dostatecznym obciążeniem będzie on sam. Nadeszła pora odejścia.
