— Widzę wśród Tanu kogoś, kto wolał zostać w dolinie Sasku — powiedział Herilak.

Merrith szła dalej, żując z mocą kawałek wędzonego mięsa. Wyssała z niego wszystkie soki, a resztę wypluła.

— Czyżby moja obecność była niemiła dla sammadara Herilaka?

— Jesteś Tanu.

— Oczywiście. Dlatego też nie mogłam zostać w dolinie, pracować na polach i plotkować z kobietami. Tanu nie mogą żyć bez kniei, bez swobody pójścia tam, gdzie zechcą.

— Skąd więc te gadki o zostaniu? Nie rozumiem… — zawahał się i zobaczył, że przygląda mu się spod oka uśmiechając się. Otworzył szerzej oczy i wybuchnął śmiechem. Potem poklepał ją pochwalnie po ramieniu.

— Postępujesz jak łowca, lecz myślisz jak kobieta. Wiedziałaś, że Sanone nie chce, by ta kobieta Sasku, Malagen, opuściła dolinę. Dlatego rozprawiłaś się z jego argumentami, nim je wypowiedział. Nigdy nie pragnęłaś tam pozostać!

— Tyś to powiedział, dzielny Herilaku, nie ja. Słaba kobieta musi być sprytna, aby przeżyć w świecie silnych mężczyzn.

Mówiąc to, tak go walnęła w plecy, że poleciał naprzód. Nie przestał się jednak śmiać.

Herilak zastanawiał się, czy Sanone wiedział, że zostanie okpiony. Wczoraj wieczorem musiał coś podejrzewać, a na pewno przekonał się o tym rano, po odkryciu, że Merrith jednak nie została w dolinie. Jak dobrze znaleźć się znowu na szlaku. Dotknął zwisającego mu u szyi noża Kerricka z gwiezdnego metalu. Gdzie może teraz być, czy żyje? Jeśli tak, to odnajdzie go.

Szli na północ, wzdłuż koryta rzeki, kierując się do brodu dla mastodontów. Stał tam namiot Hanatha i Morgila, dwóch łowców wygnanych z doliny za kradzież świętego porro. Hanath wyszedł im naprzeciw, machając rękoma, lecz Morgil leżał nieruchomo na ziemi. Herilak zaniepokoił się. Miał wypadek — a może to sprawka murgu? Trzymając śmiercio-kij i włócznię, pobiegł do brzegu.



54 из 300