
Nisko nad wystrzępionym horyzontem patrzyło na niego bez mrugnięcia czerwone oko Marsa, rozjarzone, nęcące. Dwa tygodnie później odleciał z Centrum Lotów Kosmicznych Kennedy’ego rakietowym kliprem i to był pierwszy etap jego podróży powrotnej na Marsa.
Baza danych
Pierwsza wyprawa na Marsa potwierdziła większość odkryć dokonanych na czerwonej planecie przez próbniki bezzałogowe.
Mars to chłodna planeta. Orbituje około półtora raza dalej od Słońca niż Ziemia. Jego atmosfera jest o wiele za rzadka, by mogła zatrzymywać ciepło słoneczne. W jasny, letni dzień w południe, temperatura gruntu na marsjańskim równiku może sięgnąć siedemdziesięciu stopni Fahrenheita; w nocy jednak spadnie do stu poniżej zera lub jeszcze niżej.
Atmosfera na Marsie jest zbyt rzadka, by można było nią oddychać, nawet gdyby składała się z czystego tlenu, a tak przecież nie jest. Ponad dziewięćdziesiąt pięć procent marsjańskiego powietrza to dwutlenek węgla; prawie trzy procent to azot. Zawiera ono także niewielką ilość wolnego tlenu, mniej niż dałaby para wodna. Reszta atmosfery to gazy szlachetne, jak argon, neon i podobne, odrobina tlenku węgla i ślad ozonu.
Pierwsza ekspedycja na Marsa odkryła jednak coś, czego nie znalazły mechaniczne ładowniki i próbniki: życie.
Przyklejone do podłoża potężnego Valles Marineris — Wielkiego Kanionu rozcinającego czerwonawą powierzchnię planety na długości jakichś trzech tysięcy kilometrów — nieliczne kolonie porostowatych organizmów prowadzą nietrwały żywot, ukrywając się parę milimetrów pod powierzchnią skały. W dzień sycą się światłem słonecznym i pobierają potrzebną wodę z powietrza, gdzie pary wodnej jest tak niewiele. W nocy zamierają, czekając, aż znów dotknie ich ciepło słońca. Ich komórki są zanurzone w płynach obfitujących w alkohol, dzięki czemu nie zamarzają nawet wtedy, gdy temperatura spadnie sto stopni poniżej zera.
