Potem trafiliśmy na ruchomy chodnik; staliśmy na nim, osobliwa para, światła przepływały, czasem śmignął pojazd, jak odlany z jednej bryły czarnego metalu, nie miały okien, kół, nawet świateł żadnych, a pędziły jak ślepe, z niezwykłą szybkością. Te ruchome światła buchały z wąskich, pionowych szczelin, zawieszonych nisko nad ziemią. Nie mogłem się zorientować, czy mają coś wspólnego z ruchem i jego regulacją.

Od czasu do czasu niewidzialnym niebem przeciągał, wysoko nad nami, żałosny świst.

Dziewczyna zeszła nagle z płynącego pasa, tylko po to, aby wejść na inny, który pomknął stromo w górę, i naraz ujrzałem się wysoko, napowietrzna jazda trwała może pół minuty i zakończyła się na pełnym słabo pachnących kwiatów występie, jakbyśmy się dostali na taras czy balkon ciemnego domu wjechawszy przystawionym do ściany transporterem.

Dziewczyna weszła w głąb tej loggii, a ja oczami przywykłymi już do ciemności wyławiałem z niej wielkie sylwety okolicznych domów, bezokienne, czarne, wymarłe jakby, bo nie tylko brak było świateł — nie dobiegał także najsłabszy dźwięk, oprócz ostrego syku, zwiastującego przejazd ulicą tych czarnych maszyn; dziwiło mnie to, rozmyślne chyba, zaciemnienie, jak również brak reklamowych szyldów po neonowej orgii dworca, nie miałem jednak czasu na te rozmyślania. — Chodź, gdzie jesteś?! — usłyszałem szept. Widziałem tylko bladą plamę jej twarzy. Przyłożyła rękę do drzwi, otwarły się, ale nie do mieszkania, podłoga miękko ruszyła wraz z nami — tu kroku nie można postąpić, pomyślałem, dziwne, że mają jeszcze nogi — ale ta ironia była lichej próby, brała się z nieustającego zaskoczenia, z poczucia nierzeczywistości wszystkiego, co działo się ze mną od wielu godzin.

Byliśmy jakby w wielkiej sieni czy korytarzu, szerokim, prawie ciemnym — jaśniały tylko naroża ścian, powleczone smugami luminizującej farby. W najciemniejszym miejscu dziewczyna znów przyłożyła rozpostartą płasko dłoń do metalowej płytki w drzwiach i weszła pierwsza. Zmrużyłem oczy; hali, mocno oświetlony, był prawie pusty — szła ku następnym drzwiom; kiedy zbliżyłem się do ściany, ta nagle otwarła się, ukazując wnętrze pełne jakichś metalowych buteleczek. Stało się to tak nagle, że mimo woli stanąłem.



23 из 235