
— A w ile minut?
Popatrzałem na nią. Spytała całkiem serio. No tak, skąd mogła wiedzieć; wzruszyłem ramionami. — Nie chodziło o czas, tylko — tylko musiała najpierw coś… zobaczyć w nim, poznać go, polubić, najpierw chodzili…
— Czekaj — powiedziała. — Zdaje się, że ty… nic nie rozumiesz. Przecież dałam ci bryt.
— Jaki bryt? A, to mleko? No to co?
— Jak to co? Czy… nie było brytu?
Zaczęła się śmiać; pokładała się ze śmiechu. Nagle urwała, spojrzała na mnie i okropnie się zaczerwieniła.
— To ty myślałeś… myślałeś, że ja… nie!! Usiadłem. Palce miałem niepewne, chciałem w nich coś trzymać. Wyciągnąłem z kieszeni papierosa i zapaliłem go. Otwarła oczy.
— Co to jest?
— Papieros. Jak to — nie palicie?
— Pierwszy raz to widzę… tak.wygląda papieros? Jak możesz tak wciągać dym? Nie, czekaj — tamto jest ‘ważniejsze. Bryt to nie żadne mleko. Nie wiem, co tam jest, ale obcemu zawsze daje się bryt.
— Mężczyźnie?
— Tak.
— No więc co z tego?
— To z tego, że jest — że musi być grzeczny. Wiesz co… może ci to jakiś biolog wytłumaczy.
— Do diabła z biologiem. Czy to znaczy, że mężczyzna, któremu dałaś bryt, nie może nic?
— Naturalnie.
— A jeżeli nie będzie chciał wypić? — Jak może nie chcieć?
Tu kończyło się wszelkie porozumienie.
— Przecież nie możesz go zmusić — podjąłem cierpliwie.
— Wariat mógłby nie wypić… — powiedziała wolno — ale nie słyszałam o czymś takim, nigdy…
— Czy to jest taki zwyczaj?
— Nie wiem, co ci powiedzieć. Czy nie chodzisz nagi przez zwyczaj?
— Aha. No, w pewnym sensie — tak. Ale na plaży można się rozebrać.
— Do naga? — spytała z nagłym zainteresowaniem.
— Nie. Kostium kąpielowy… ale były grupy ludzi, za moich czasów, nazywali się nudyści…
— Wiem. Nie, to coś innego, myślałam, że wyście wszyscy…
