
— Aha. Dziękuję ci.
— Hal! Słuchaj!
— Słucham.
— Nie kończmy tego tak…
— Niczego nie kończymy — powiedziałem — bo nic się nie zaczęło. Dziękuję ci za wszystko, Nais.
Położyłem słuchawkę. śycie nic nie kosztuje? To mnie w tej chwili najbardziej interesowało. Czy to znaczy, że są jakieś rzeczy, jakieś usługi za darmo?
Znowu telefon.
— Tu Bregg.
— Tu recepcja. Panie Bregg, Omnilox przysłał dla pana kalster. Wysyłam go na górę.
— Dziękuję — halo!
— Słucham?
— Czy za pokój się płaci?
— Nie, proszę pana.
— Nic?
— Nic, proszę pana.
— A czy… jest w hotelu restauracja?
— Tak, są cztery. Czy życzy pan sobie śniadanie do pokoju?
— Dobrze, a czy… za jedzenie się płaci?
— Nie, proszę pana. Kalster ma pan już u siebie. Śniadanie będzie za chwilę.
Robot rozłączył się i nie zdążyłem go spytać, gdzie mam szukać tego kalstera. Nie miałem zielonego wyobrażenia, jak wygląda. Wstając od biurka, które natychmiast zmalało i zwiędło, porzucone, „zobaczyłem rodzaj pulpitu wyrastającego obok drzwi, ze ściany; leżał tam, owinięty w przezroczysty plastyk, płaski przedmiot podobny do małej papierośnicy. Z jednej strony miał szereg okienek, widniała w nich cyfra 1100 1000. Na dole były dwa malutkie guziczki, jedynka i zero. Patrzałem, zaskoczony, aż nagle zrozumiałem, że suma 5000 zakontowana jest systemem dwójkowym. Nacisnąłem jedynkę i na dłoń wypadł mi malutki, plastykowy trójkącik, z wytłoczoną cyfrą 1. A więc była to jakby drukarka czy tłoczarka pieniędzy, do wysokości oznaczonej w okienkach — cyfra na górze zmalała o jedność.
Miałem już wyjść, ubrany, kiedy przypomniałem sobie o Adapcie. Zatelefonowałem i wyjaśniłem, że nie mogłem znaleźć ich człowieka w Terminalu.
— Byliśmy już o pana niespokojni — powiedział kobiecy głos — ale wiedzieliśmy rano, że zamieszkał pan w „Alcaronie”…
