Obejrzał uważnie bliznę pod prawym obojczykiem, ale nic nie powiedział. Badał mnie prawie godzinę.

Odruchy, pojemność płuc, elektrokardiogram — wszystko. Kiedy się ubrałem, usiadł za małym, czarnym biurkiem. Szuflada skrzypiała, kiedy ją wyciągał szukając czegoś, Po wszystkich meblach, które ruszały się przy człowieku jak nawiedzone, to stare biurko bardzo mi się spodobało.

— Ile pan ma lat?

Wyjaśniłem, jak mają się te sprawy.

— Ma pan organizm trzydziestokilkuletniego mężczyzny — powiedział. — Hibernował pan?

— Tak.

— Długo?

— Rok.

— Dlaczego?

— Wracaliśmy zwiększonym ciągiem. Trzeba się było położyć do wody. Amortyzacja, wie pan, doktorze, więc ponieważ trudno leżeć w wodzie rok, czuwając… — Oczywiście. Myślałem, że pan dłużej hibernował. Ten rok może pan spokojnie odliczyć. Nie czterdzieści lat, tylko trzydzieści dziewięć.

— A… tamto?

— To nic nie jest, Bregg. Ileście mieli?

— Przyspieszenia? Dwa g.

— No więc. Myślał pan, że pan rośnie, co? Nie rośnie pan. Po prostu dyski międzykręgowe. Wie pan, co to jest?

— Wiem, takie chrząstki w kręgosłupie…

— Właśnie. Rozprężają się teraz, kiedy pan wyszedł spod tej prasy. Ile pan ma wzrostu?

— Kiedy odlatywałem — sto dziewięćdziesiąt siedem.

— A potem?

— Nie wiem. Nie mierzyłem się; były inne kłopoty, wie pan.

— Ma pan teraz dwa metry dwa.

— Ładna historia — powiedziałem — i długo jeszcze tak?

— Nie. Prawdopodobnie to już wszystko… Jak pan się czuje?

— Dobrze.

— Wszystko wydaje się zbyt lekkie, co?

— Już coraz mniej. W Adapcie, na Lunie, dali mi takie pigułki na zmniejszenie napięcia mięśni.



59 из 235