
— A ja?…
— Ustawa robi dla was wyjątek, ponieważ betryzowanie dorosłych jest zabiegiem nieobojętnym dla zdrowia, niebezpiecznym nawet. Poza tym uważa się — nie bez racji, sądzę, że przeszliście próbę… postawy moralnej. A zresztą jest was… niewielu…
— Doktorze, jeszcze jedno. Pan mówił o kobietach. Dlaczego mi pan to powiedział? A może zabieram panu czas?
— Nie. Nie zabiera mi go pan. Dlaczego powiedziałem? Jakich człowiek może mieć bliskich, Bregg? Rodziców. Dzieci. Przyjaciół. Kobiety, Rodziców ani dzieci pan nie ma.
Przyjaciół nie może pan mieć.
— Dlaczego?
— Nie mam na myśli pana towarzyszy, chociaż nie wiem, czy chciałby pan przebywać stale w ich kręgu, wspominać…
— Wielkie nieba, skąd! Nigdy!
— A więc? Pan zna dwie epoki. W tamtej spędził pan młodość, a tę pozna pan wnet. Jeśli dodać tych dziesięć lat, doświadczenie pana jest nieporównywalne z doświadczeniem żadnego rówieśnika. Więc oni nie mogą być równorzędnymi partnerami. Cóż, wśród starców ma pan żyć? Pozostają kobiety, Bregg. Tylko kobiety.
— Może raczej jedna — mruknąłem.
— O jedną jest dziś trudno.
— Jak to?
— To jest epoka dobrobytu. Przełożone na język spraw erotycznych, oznacza to: bezwzględności. Ponieważ nie można zdobyć miłości ani kobiet za… pieniądze. Kwestie materialne przestały tu istnieć…
— I to nazywa pan bezwzględnością? Doktorze!
— Tak. Pan myśli pewno — skoro mówiłem o kupowaniu miłości — że chodzi o prostytucję, skrytą czy jawną. Nie. Tamto to już bardzo stare dzieje. Dawniej pociągał kobietę sukces. Mężczyzna imponował jej wysokością zarobków, kwalifikacjami zawodowymi, pozycją społeczną. W społeczeństwie egalitarnym to niemożliwe. Poza nielicznymi wyjątkami. Gdyby pan > był, na przykład, realistą…
— Jestem realistą. Doktor uśmiechnął się. — To słowo ma teraz inne znaczenie. Tak się nazywa aktor występujący w realu. Był pan już w realu?
