Kiedy wyszła, wróciłem do biurka i — usiadłem ciężko. Nawet ona, pracownica Adaptu…

Matematyka? Skąd. Dziki facet. Nienawidzę ich — pomyślałem. — Nienawidzę. Nienawidzę.

Nie wiedziałem nawet, o kim myślę. O wszystkich. Tak, o wszystkich. Oszukano mnie.

Wysłali mnie, sami nie wiedząc, co robią, powinienem był nie wrócić, jak Venturi, Arder, Thomas, ale wróciłem, żeby się mnie bali, żebym chodził jak wyrzut sumienia, którego nikt nie chce. Jestem na nic — pomyślałem. Gdybym mógł płakać. Arder umiał. Mówił, że nie trzeba się wstydzić łez. Możliwe, że kłamałem przed doktorem. Nie powiedziałem tego nigdy nikomu, ale nie byłem pewien, czy zrobiłbym to dla kogokolwiek innego. Może tak. Dla Olafa, później. Ale nie byłem tego zupełnie pewny. Arder! Jak oni nas zniszczyli i jak myśmy wierzyli im, i czuli przez cały czas Ziemię poza sobą, obecną, wierzącą w nas, myślącą o nas.

Nikt tego nie mówił, po co? Nie mówi się o tym, co jest oczywiste. Wstałem. Nie mogłem siedzieć. Chodziłem z kąta w kąt.

Dość. Otwarłem drzwi łazienki, ale przecież naweit wody nie było, żeby chlusnąć sobie na łeb. Zresztą, co za pomysł. Czysta histeria.

Wróciłem do pokoju i zacząłem się pakować.

III

Całe popołudnie spędziłem w księgarni. Nie było w niej książek. Nie drukowano ich już od pół wieku bez mała. A tak się na nie cieszyłem, po mikrofilmach, z których składała się biblioteka „Prometeusza”. Nic z tego. Nie można już było szperać po półkach, ważyć w ręce tomów, czuć ich ciężaru, zapowiadającego rozmiar lektury. Księgarnia przypominała raczej elektronowe laboratorium. Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było przy pomocy optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu. Ale optonów mało używano, jak mi powiedział robot — sprzedawca.



72 из 235