
Świat rozpadł się na kawałki, tak samo jak jej serce.
Ukryła się za wielkim dębem, niepotrzebnie zresztą, bo tamci dwoje byli zajęci tylko sobą i nic do nich nie docierało. Nagle Joanna usłyszała głos narzeczonego:
– Wybacz, najdroższa, nie mam prawa tego robić, skoro nie mogę ci nic zaoferować.
– Nie kochasz mnie?
– Kocham cię, szaleję za tobą. Gdybym… – urwał gwałtownie.
Joanna wstrzymała oddech, za to serce biło jej coraz mocniej.
– Gdybyś najpierw spotkał mnie, nie oświadczyłbyś się Joannie?
– Nigdy – rzekł zmienionym głosem.
– Nie chcesz mnie poślubić, najdroższy?
– Nie pytaj! – krzyknął.
– Muszę – przekonywała tym swoim słodkim, kuszącym głosem. – Skoro i tak mamy siebie utracić, to przynajmniej chcę znać prawdę.
– Dobrze, powiem prawdę. Chcę cię poślubić – wyznał pełnym namiętności głosem. – Nie mogę tego uczynić, ale nikt i nic nie zabroni mi kochać cię i pragnąć. Jesteś przy mnie w każdej chwili, w nocy i we dnie, marzę o tobie na jawie i w snach.
– Czemu więc mnie odtrącasz?
– Ponieważ dałem już słowo Joannie. Błagam, zrozum mnie…
– Ale dlaczego, dlaczego? Przecież ona cię nie kocha, a ty nie kochasz jej!
– Za kilka dni bierzemy ślub, wszystko jest już od dawna ustalone. Miałbym upokorzyć ją przed całym światem? Nie mogę tego zrobić.
– A czy pomyślałeś o przyszłości? O tych wszystkich latach, które spędzisz z kobietą, której nie kochasz?
Cisza, która zapadła po tym pytaniu, zmroziła Joannę do szpiku kości. Trwało to wprawdzie tylko kilka sekund, co wystarczyło jednak, by odniosła wrażenie, że umiera. Potem usłyszała nabrzmiały rozpaczą głos Gustava:
– Jakoś to zniosę.
Joanna sądziła, że złamanego serca nie da się złamać jeszcze bardziej, lecz myliła się, i to bardzo. Paradoksalnie to właśnie świadomość, że wszystko stracone, pozwoliła jej wyjść zza drzewa i spytać z uśmiechem:
