
– Crystal? – warknął, gdy wreszcie odebrała. – Miałaś dzwonić.
– Caro – wymruczała tym swoim zmysłowym głosem, który kiedyś przyprawiał go o dreszcze. – Gdybyś wiedział, jak jestem zajęta…
– Tak zajęta, że nie masz czasu dla córki?
– Jak się miewa moje biedne kochanie?
– Tęskni za matką – rzucił z furią. – Na szczęście udało mi się ciebie zastać, więc teraz łaskawie porozmawiaj z nią.
– Nie mam czasu, akurat wychodzę. I bądź tak miły, nie dzwoń więcej do tego domu.
– Wyjdziesz później. Renata zaraz tu będzie – uprzedził, gdyż usłyszał tupot na tarasie.
– Wyjdę teraz, bo muszę. Przekaż jej ode mnie, że ją bardzo kocham.
– Niech mnie piekło pochłonie, jeśli to zrobię! Sama jej powiesz… Crystal? Crystal?!
Ona jednak rozłączyła się dokładnie w tym momencie, w którym dziewczynka wbiegła do gabinetu.
– Chcę rozmawiać z mamą! – Córka wyrwała mu słuchawkę z ręki. – Mamo, mamo!
Patrzył, jak cała radość znika z jej twarzyczki, gdy Renata zamiast głosu matki usłyszała ciągły sygnał. Tak jak się obawiał, mała obróciła się ku niemu z oskarżycielskim wyrazem twarzy.
– Dlaczego nie pozwoliłeś mi z nią porozmawiać?
– Kochanie, mama bardzo się spieszyła… Nie mogła…
– Nie, to twoja wina! Ty na nią krzyczałeś, słyszałam! Ty nie chcesz, żebym rozmawiała z mamą.
– To nieprawda – tłumaczył, próbując ją objąć.
Nie udało mu się jej przytulić, gdyż stała zupełnie sztywno, a jej buzia była pozbawiona wszelkiego wyrazu. Zapadła się w sobie, nie miał z nią kontaktu.
Zupełnie jakbym widział samego siebie, pomyślał. On też wycofywał się w podobny sposób. Tak, to była krew z jego krwi, kość z jego kości – nie to, co drugie dziecko Crystal, dziecko, którego przyjście na świat poprzedził ich rozwód.
– Kochanie… – spróbował ponownie, ale poddał się, ponieważ emanowała z niej nieprzejednana wrogość.
