
– Może lepiej dotrzymać tego, co mama obiecała ludziom z Christianii?
Stara smoczyca natychmiast przeszła do opozycji, dokładnie tak jak Aurora oczekiwała.
– Ale oni nie zapłacili jeszcze ani grosza! – parsknęła.
– Tylko że…
– Milcz, dziewczyno!
Matka skierowała do bankiera promienny uśmiech. Był to najbardziej obrzydliwy uśmiech, jaki ten człowiek kiedykolwiek widział.
– Mój panie, jeśli wyłoży pan pieniądze na stół, dwór od zaraz należy do pana.
Aurora odetchnęła cichutko z uczuciem wielkiej ulgi.
Teraz chodziło już tylko o to, by wyprawić starą w drogę, ale bez Aurory.
I to okazało się najtrudniejsze.
Konspirowali długo, Aurora i Theresa, Tiril i Móri.
I to właśnie Móri pomógł im rozwiązać problem.
Dał Aurorze jakiś nie stanowiący zagrożenia dla zdrowia środek, który wywołał u niej gorączkę i czerwoną wysypkę na całym ciele.
– To bardzo zakaźne – oznajmił matce ze śmiertelną powagą.
Stara smoczyca i Lizuska jak na komendę odskoczyły tył. Stały właśnie, gotowe do. drogi, i wymyślały Aurorze, jak miała czelność zachorować właśnie teraz, kiedy jej ukochana matka może się nareszcie wyrwać z tego okropnego pustkowia i z powrotem zamieszkać w swoim wygodnym zamku.
Głos starej przeszedł w falset, kiedy zataczając się wy – biegała z sypialni córki.
– Sama sobie za to podziękuj, Auroro! Skoro spotykasz się z takimi plebejuszami, jak ten cały Móri i rodzeństwo Mikalsenów, ja umywam ręce. Przyjedź do zamku dopiero wtedy, gdy będziesz zdrowa.
Lizuska przerażonym wzrokiem przyglądała się chorej.
– Hurrra – szepnęła Aurora.
Mimo wszystko sprawiała jednak wrażenie trochę zasmuconej, że jej własna matka troszczy się o nią tak niewiele. Co prawda tego właśnie mogła się spodziewać, ale i tak odczuwała bolesną pustkę w sercu.
