– Co ja zrobiłam? Musiałam być zaczarowana, bo wcale nie zamierzałam nigdzie chodzić, nie chciałam tego, ale nie mogłam się przeciwstawić.

– To nie pani wina, księżno – rzekł Móri serdecznie. – Ale jak jest teraz? Czy nadal słyszy pani wezwanie?

Księżna nasłuchiwała, wciąż z tym zakłopotanym, zmartwionym wyrazem twarzy.

– Słyszę je jakby we mnie, wewnątrz – odparła niepewnie. – Zanim dałeś mi tę… runę, słyszałam nakaz rozlegający się donośnie gdzieś w przestworzach, grzmiący, przyzywający…

– Tak samo słyszeliśmy Tiril i ja – powiedział Móri.

– Ale teraz słyszę go tylko w moim wnętrzu.

Księżna stała bez ruchu, wsłuchana w siebie. Cała grupka znajdowała się teraz pośrodku drogi w pięknej dolinie. Nero wpadł na trop zająca i przestał się przejmować ludźmi, ale akurat teraz nikt nie miał czasu, żeby go szukać. Dwaj mężczyźni w zdumieniu słuchali rozmowy, jaką jej wysokość prowadziła z tym dziwnym czarownikiem na temat spraw, których absolutnie nie pojmowali. Tak, bo byli przekonani, że Móri jest czarownikiem, lepszego określenia dla jego zdolności nie potrafili znaleźć.

– To niedobrze, że wasza wysokość w dalszym ciągu słyszy wołanie – mówił Móri z naciskiem. – Obawiam się, że będzie pani musiała przejść przez to samo, co Tiril. I powinno się to dokonać teraz, natychmiast, gdy moc wezwania została osłabiona przez runę.

Theresa przełknęła ślinę.

– Ty myślisz… Będziesz musiał mnie osłonić ochronną tarczą?

– Runa zdołała już wytworzyć taki pierścień bezpieczeństwa.

Księżna zbladła.

– Poprosisz o pomoc swych towarzyszy? – szepnęła.

– Tak. Będziesz, pani, w stanie spojrzeć na nich?

– Jeśli będę zmuszona.

– Niestety, to konieczne.

Skinęła głową.

– Dla Tiril, prawda?

– Właśnie.

– Dla Tiril gotowa jestem zrobić wszystko. Tyle muszę jej wynagrodzić.



39 из 177