
– Wasza wysokość, stało się właśnie to, o czym rozmawialiśmy wczoraj wieczorem. Głos zdobył przewagę nad panią.
Próbowała mu się wyrwać.
– Ale ja muszę…
– Głos jest niebezpieczny, księżno. Stoi za nim potężna siła, której jeszcze nie znamy. Wcześniej Głos próbował zdobyć władzę nad Tiril, twoją niewinną córką, pani.
– Tiril – jęknęła księżna. – Nie, jej nie wolno mu skrzywdzić! To niech już raczej weźmie mnie, ja się poświęcę, zrobię, co Głos chce, pójdę do niego.
– Czy pani tego nie rozumie? – zapytał Móri, wciąż mocno przytrzymując teściową. – On tego właśnie pragnie. Chce zdobyć panią i być może za pani pośrednictwem coś jeszcze osiągnąć.
Theresa otrząsnęła się ze zobojętnienia, w jakim do niedawna trwała, nastawiona jedynie na to, by spełnić rozkaz. Teraz wybuchnęła głośnym płaczem i szlochała rozdzierająco.
– On mnie przyciąga, nakazuje mi, ja nie chcę, ale co mam robić? Nie mam siły się opierać!
Móri zwrócił się do towarzyszących mu mężczyzn.
– Czy możecie przez chwilę przytrzymać jej wysokość? Ja muszę przygotować coś, co pomoże księżnej wyrwać się spod tych czarów i powrócić do rzeczywistości.
– Nie! – jęknęła Theresa.
– Owszem, wasza wysokość, to niezbędne! To bardzo dobry ochronny znak. Co prawda na panią nie zostało rzucone żadne przekleństwo, ale znak chroni również przed tą magią, której księżna podlega.
Theresa w dalszym ciągu protestowała.
– Nie dałeś przecież niczego takiego Tiril., dlaczego więc dajesz mnie?
– Ponieważ pani została zaatakowana gwałtowniej niż Tiril. Ona zdołała się przeciwstawić Głosowi, pani poszła na wezwanie.
Móri wyjął magiczną runę zawieszoną na rzemieniu, włożył amulet księżnej na szyję i schował go pod bluzkę.

Theresa najpierw zaczęła się wyrywać, po chwili jednak przycichła i uspokoiła się. Ze zdziwieniem, jakby się ocknęła z zamroczenia, patrzyła na zebranych.
