
W przerwach pomiędzy spotkaniami utrzymywali kontakty listowne, odwiedzali się nawzajem, albo lecz to dotyczyło jedynie Wielkiego Mistrza – porozumiewali się poprzez telepatycznie wysyłane dekrety i polecenia.
No i teraz właśnie Lorenzo otrzymał polecenie.
Księżna Theresa Holstein – Gottorp, z Habsburgów. To ją należało zgładzić.
Takie zero, kompletne nic.
No cóż, zadanie jest nadzwyczaj proste. Brat Lorenzo był mimo wszystko wdzięczny, że nie będzie musiał rozprawić się z tą młodszą, z Tiril Dahl. To by dopiero było upokarzające, polować na dziewczynę z gminu! Ktoś jego pokroju?
Promień słońca padł na starannie wypolerowany nosek jego buta. Lorenzo uniósł głowę i stał przez chwilę z płaszczem podróżnym w ręku. Oczy tkwiły głęboko pod ściągniętymi brwiami.
Dziewczyna pozbawiona jakiegokolwiek znaczenia, a mimo to stoi za nią jakaś diabelska siła. Pobożny Lorenzo znał tylko jedną złą siłę, nie był w stanie wyobrazić sobie innego przeciwnika niż diabeł.
Iluż to rycerzy Zakonu Świętego Słońca utraciło życie z jej powodu?
Georg Wetlev. Mondstein. Heinrich Reuss von Gera. Hańbiąca śmierć! Potężny Horst von Kaltenhelm żył co prawda, ale w jakim stanie?
Niepojęte!
Tak wielkiej siły nie posiada żadna kobieta, nie może jej posiadać! Kobiety to istoty pozbawione wartości! Nie powinny były zostać stworzone!
A w ogóle…
Lorenzo ponownie przerwał swoje przymusowe pakowanie. Szkoda, że nie mógł być przy tym, kiedy Heinrichowi Reussowi wymierzano najwyższą karę! Chętnie by popatrzył na upokarzającą, zadawaną w wymyślnych torturach śmierć: Lecz dla uczestników spotkania – siedem razy po trzech rycerzy – nadszedł czas przełomu, choć teraz ich liczba została zredukowana do siedemnastu, tak że trzeba zdobyć nowicjuszy, by hierarchia mogła być zachowana.
