Palce Looba objechały wokół szyi Moddo i zaczęły spokojnie masować tył jego głowy.

— Zrobię, co będę mógł. A teraz spóbuj się rozluźnić. Zupełnie na luzie. O tak. Rozluźnij się. Czy czujesz ulgę?

— Olbrzymią — odetchnął Moddo. Musi jakoś wciągnąć Looba do swojej osobistej świty, żeby był przy nim, gdziekolwiek pojedzie z Garommą. Ten człowiek był niezastąpiony. Wspaniale byłoby mieć go stale przy sobie. Trzeba tylko oswoić Garommę z tą myślą. A w tej chwili wystarczy już sama sugestia. — Czy mógłbym dziś po prostu mówić? — zapytał. — Jakoś nie mam dziś ochoty na… na wolne skojarzenia.

Loob usiadł w grubo wyścielanym fotelu za biurkiem.

— Rób, na co masz ochotę. Jeśli chcesz, przytocz jakieś szczegóły twoich obecnych kłopotów. Mam nadzieję, że przez te piętnaście minut zdołasz się zrelaksować.

Moddo zaczął mówić.


Był to dzień całkowitej kontroli…

Loob, Uzdrowiciel Myśli, Asystent Trzeciego Wicesługi Edukacji, przeczesał palcami trójkątną bródkę będącą oznaką jego zawodu i z rozkoszą wchłaniał w siebie poczucie najwyższej władzy, władzy absolutnej, o jakiej do tej pory żaden człowiek nie ośmielił się zamarzyć.

Całkowita kontrola. Całkowita…

Bardzo by go cieszyło, gdyby mógł bezpośrednio pokierować sprawą Sługi Bezpieczeństwa, ale tego typu przyjemności są tylko kwestią czasu. Jego laboranci z Biura Badań nad Uzdrowieniem już niemal rozwiązali problem, jaki przed nimi postawił. Tymczasem mógł zaplanować zemstę i radować się swoim nieograniczonym panowaniem.

Słuchał, jak Moddo ostrożnie, unikając szczegółów, opowiada o swoich kłopotach, i zasłaniał twarz pulchną ręką, żeby ukryć szyderczy uśmiech. Ten człowiek naprawdę wierzył, że po siedmiu latach bezpośredniej terapii może takie szczegóły ukryć przed Loobem!

Ależ oczywiście.



20 из 32