
Może nie były to aż tak szalone podrygi jak tłumów na ulicy, stwierdził Garomma, ale te okrzyki uwielbienia były całkiem zadowalające. Ukłonił się, rzucając szybko okiem na Moddo. Omal się nie roześmiał. Sługa Edukacji jak zwykle kroczył nerwowo i niepewnie. Biedny Moddo! Po prostu nie był stworzony na tak wysokie stanowisko. Wysoki, krzepki mężczyzna, poruszał się z gracją znużonego zbieracza jagód. Przypominał wszystko, tylko nie jednego z najważniejszych urzędników w państwie.
I to właśnie był jeden z powodów, dla których był całkowicie niezbędny. Moddo miał po prostu na tyle rozumu, żeby wiedzieć, jak bardzo się na to stanowisko nie nadaje. Gdyby nie Garomma, dalej szukałby jakichś interesujących różnic w statystyce w którymś z pomniejszych wydziałów Służby Edukacji. Wiedział, że nie ma dość siły, aby radzić sobie sam. Nie był też na tyle przyjacielski, by stworzyć jakieś układy. Tylko jemu, spośród wszystkich Sług w całym Gabinecie, Garomma mógł całkowicie zaufać.
Pod wpływem nieśmiałego dotyku ręki Moddo skręcił w drzwi olbrzymiej sali wystrojonej z przepychem na jego przybycie i wszedł na pokryty złotogłowiem podest. Usiadł na nie heblowanym drewnianym stołku postawionym na szczycie. W chwilę później Moddo zasiadł na krześle o jeden stopień niżej, a Wice-Sługa Edukacji zajął miejsce znów o jeden stopień pod nim.
Kierownicy wydziałów Centrum Edukacji, ubrani w białe fałdziste szaty, powoli weszli do sali i ustawili się rzędem naprzeciw podwyższenia. U jego stóp zajęła miejsce osobista ochrona Garommy.
