
Facet zdzielił ją w twarz. Zachwiała się. Ból eksplodował w oczach, przeszył ją falą gorąca. Zakręciło jej się w głowie i cały świat jakby zawirował wokół swojej osi. Poczuła, że traci przytomność, zatoczyła się do tyłu i zwisła bezwładnie, kiedy mężczyzna przytrzymał ją za ramiona, żeby nie upadła. Kolana ugięły się pod nią, barki i plecy miała jak z gumy. Nawet jeśli do tej pory zachowała gdzieś w sobie resztki sił, w tej chwili ulotniły się bez śladu.
Jak przez mgłę usłyszała odgłos otwieranych drzwi samochodu. Nieznajomy wepchnął ją na pakę. Trzasnęły drzwi. Wóz z impetem skręcił za róg i przyspieszył. Rzuciło ją na stalową podłogę. Czuła na sobie ciężar mężczyzny. Przygniatał ją, nie dawał się ruszyć. Ledwo mogła oddychać, gardło ścisnęło się z przerażenia. Nie potrafiła określić, czy się szamocze, czy walczy, krzyczy czy płacze. Półprzytomna nie wiedziała, co robi. Mocno wciągnęła powietrze, kiedy spowiła ją nieprzenikniona ciemność. Najpierw pomyślała, że już nie żyje, a potem, że zemdlała, w końcu jednak zrozumiała, że mężczyzna naciągnął jej na głowę czarną poszwę od poduszki, izolując ją od małego świata furgonetki. Czuła na wargach smak krwi, kręciło jej się w głowie i cokolwiek się z nią działo, wiedziała, że to dużo gorsze od wszystkiego, czego w życiu zaznała.
Przez poszwę przedarł się smród: mocny, oleisty zapach podłogi furgonetki, słodkawa woń potu przytrzymującego ją mężczyzny.
Gdzieś w głębi wiedziała, że coś ją bardzo boli, ale nie umiała stwierdzić co.
Próbowała ruszać rękami i nogami, młóciła nicość jak pies, który śni, że goni zająca.
– Nie, nic z tego… – stęknął mężczyzna.
A potem kolejna eksplozja w czaszce, za oczami. Ostatnie, co usłyszała, to głos kobiety.
– Nie zabij jej, na litość boską…
Te słowa odbiły się echem w jej głowie. Przestała nad sobą panować i szybko runęła w głęboką, ciemną, udającą śmierć otchłań nieświadomości.
