
Tych papierosów, napojów w puszkach i kubków kawy nie powinno tu być, pomyślała Terri. Scott wyznawał zasady szkoły joga-pilates, a według niej dietetyczna cola i kawa ze Starbucksa to symbole odejścia od wielkich, głębokich, łagodnych sił natury. Zdaniem Terri jego poglądy miały więcej wspólnego z astrologią niż z psychologią.
Gdyby mogła, wyśmiałaby go i powiedziała coś o uzależniającym działaniu hipokryzji. Jednak już na początku służby w policji przekonała się, że ludzie chwytają się niezliczonych sprzeczności i wytykanie im tego rzadko coś daje. Chciała wierzyć, że sama jest chłodnooką pragmatyczką, w myśleniu logiczna i uporządkowana, a w sposobie bycia bezpośrednia. Jeśli przez to czasem wydawała się nieprzyjazna, cóż, trudno. Dość już miała w życiu namiętności, ekscentryzmu i szaleństwa. Wolała porządek i metodyczne działanie, bo, jak sądziła, to zapewnia jej bezpieczeństwo.
Scott wychylił się do przodu. Mówił wyćwiczonym głosem terapeuty – głębokim, spokojnym, rozsądnym. To miało sprawić, żeby widziała w nim sprzymierzeńca, choć Terri wiedziała, że jest dokładnie odwrotnie.
