– Czy w ostatnich dniach wydarzyło się coś szczególnego, co mogłoby skłonić Jennifer do ucieczki? Jakaś ostra kłótnia… coś się stało w szkole…?

Mary tylko zaszlochała.

– Nie, pani detektyw – odparł pospiesznie Scott West. – Jeśli szuka pani jakiegoś bodźca zewnętrznego ze strony mojej lub Mary, który sprowokowałby Jennifer do takiego zachowania, zapewniam panią, że taki nie istnieje. Żadnych kłótni. Żadnych żądań. Żadnych humorów nastolatki. Nie dostała szlabanu. Nie została ukarana. Prawdę mówiąc, przez ostatnich kilka tygodni panował tu błogi spokój. Myślałem… jej matka też… że najgorsze już minęło i teraz pójdzie z górki.

To dlatego, że przygotowywała plany, wywnioskowała Terri.

Sądziła, że w kaskadzie pretensjonalnych samousprawiedliwień Scotta było co najmniej jedno kłamstwo, może nawet więcej. Wcześniej czy później je wykryje. Czy poznanie prawdy pomoże jej odnaleźć Jennifer, to już zupełnie inna sprawa.

– Jest bardzo trudną nastolatką, pani detektyw. Niezwykle wrażliwą i bystrą, ale przy tym mocno niezrównoważoną i zagubioną. Namawiałem ją na terapię, ale jak dotąd… no, sama pani wie, jak uparta potrafi być młodzież.

Terri wiedziała. Nie była tylko pewna, czy to upór jest głównym problemem.

– Nie domyślacie się państwo, dokąd mogła pojechać? Do krewnych? Do koleżanki, która przeprowadziła się do innego miasta? Wspominała kiedyś, że chciałaby zostać modelką w Miami, aktorką w Los Angeles albo pływać na kutrze w Luizjanie? Wszystko, nawet najbardziej błahe i luźne uwagi, może naprowadzić nas na właściwy trop.

Terri wiedziała też, co usłyszy w odpowiedzi. Te same pytania zadawała po obu poprzednich ucieczkach Jennifer. Jednak przy żadnej z tych okazji dziewczyna nie zapewniła sobie takiej przewagi na starcie jak teraz. Dlatego wtedy nie uciekła daleko; za pierwszym razem parę kilometrów, za drugim do najbliższego miasta. Dziś było inaczej.

– Nie, nie… – Mary Riggins załamała ręce, potem sięgnęła po następnego papierosa.



27 из 396