
Dziewczyna sprytnie to rozegrała; zyskała na czasie, wskazała matce kilka fałszywych tropów i ukryła swój prawdziwy zamiar. Terri podniosła wzrok na panią Riggins.
– Dzwoniła pani do jej koleżanek? – spytała.
Odpowiedział Scott.
– Oczywiście, pani detektyw. Po ostatnim seansie obdzwoniliśmy wszystkie Sarah i Katie, jakie znamy, choć nie przypominamy sobie, żeby Jennifer kiedykolwiek mówiła o takich koleżankach. Potem skontaktowaliśmy się z każdym, o kim nam wspominała. Nikt nie był w centrum handlowym, nikt nie umówił się z Jennifer. Ostatnio widzieli ją zaraz po lekcjach.
Terri skinęła głową. Mądra dziewczyna.
– Jennifer nie ma zbyt wielu przyjaciółek – powiedziała Mary z żalem. – Nigdy łatwo nie zawierała znajomości, ani w gimnazjum, ani w liceum.
Terri domyśliła się, że kobieta powtarza słowa Scotta wypowiadane podczas wielu „rodzinnych” rozmów.
– Ale może być z kimś, kogą państwo nie znacie?
Matka i jej facet pokręcili głowami.
– Nie sądzicie, że może mieć chłopaka?
– Nie – stwierdził Scott. – Zauważyłbym coś.
Jasne, skomentowała w duchu Terri, ale się nie odezwała, tylko zrobiła jakąś notatkę.
Mary zebrała się w sobie, żeby coś powiedzieć i nie zalać się przy tym łzami. Jednak głos jej drżał – każde słowo wydawało się kruche, co idealnie oddawało trawiący ją strach.
– Kiedy w końcu poszłam do jej pokoju, bo, wie pani, może jest tam jeszcze jeden list albo w ogóle cokolwiek, zobaczyłam, że zniknął jej miś. Taki pluszowy, nazywała go Panem Futrzakiem. Śpi z nim co noc… Ojciec dał go jej niedługo przed śmiercią i nigdy, przenigdy nie odeszłaby bez niego…
To zbyt sentymentalne, pomyślała Terri. Jennifer, zabierając tego misia, popełniłaś błąd. Może jeden jedyny, ale zawsze. Gdyby nie to, miałabyś dwadzieścia cztery godziny, nie tylko te sześć, które udało ci się zyskać.
