Jak zauważył, wylądował blisko skupiska dużych magazynów, na południowym brzegu portu i to właśnie one zasłoniły go przed światłami. Szczęście najwyraźniej go nie opuszczało. Nawet gdyby miał możliwość zaplanowania tego wcześniej, nie mógłby wybrać lepszego miejsca na lądowanie.

Jego wzrok z wolna przyzwyczajał się do nocnych ciemności. Po chwili rozpoznał, że znajduje się tuż obok alei przebiegającej pomiędzy dwoma magazynami. Zauważył też, że magazyny ustawione zostały na palach wysokości około trzydziestu centymetrów, zostawiających wolną przestrzeń między ziemią a podłogą budynku. Było to idealne miejsce na ukrycie spadochronu. Mógł złożyć go w kostkę i wepchnąć jak najgłębiej. Gdyby znalazł jakiś patyk, mógłby go wetknąć jeszcze dalej. Musiał wsunąć spadochron na taką odległość, aby nie zauważyła go przechodząca tędy osoba. Oszczędziłoby mu to dużo czasu. Wcześniej obawiał się, że będzie musiał wykopać dziurę lub znaleźć zarośla, gdzie mógłby ukryć spadochron. Chodziło tylko o to, aby nie odnaleziono go w ciągu kilku następnych dni. Ukryty pod magazynem mógł spokojnie przeleżeć niedostrzeżony kilka ładnych lat.

Teraz miał tylko jeden cel — znaleźć statek i dostać się na jego pokład. Być może będzie musiał przekupić członka załogi, ale to nie powinno być trudne. Przebywające tu statki, w większości frachtowce, odwiedzały Gutshot dosyć często. Dla niektórych była to jednak zapewne pierwsza i ostatnia wizyta w tym miejscu. Kiedy tylko dostanie się na statek, będzie bezpieczny. Jeśli nikt nie znajdzie spadochronu, nie odgadną, że katapultował się z lotni.

Po schowaniu spadochronu i odwiązaniu torby, którą opasał się wcześniej w talii, ruszył drogą między magazynami. Na końcu alei zatrzymał się. W porcie, dokładnie naprzeciw miejsca, w którym stał w tej chwili, znajdował się statek. Kładka służąca za trap opuszczona była na brzeg, a długa kolejka oczekujących — różnej maści obcych — kierowana była na pokład przez małą grupkę szczuropodobnych stworzeń. Kolejka ciągnęła się na pewną odległość od statku, a szczuropodobni strażnicy pokrzykiwali na stojących w niej obcych, ponaglając i niedwuznacznie machając trzymanymi maczugami.



6 из 341