Nałożył czapkę i z pewnym trudem wcisnął się w kurtkę.

Kolejka na statek znikła. Najwyraźniej wszyscy zdążyli się już zaokrętować. U stóp trapu pozostał tylko jeden szczuropodobny strażnik. Tennyson natychmiast podążył zdecydowanym krokiem w kierunku statku.

Strażnik mógł go zatrzymać, ale Tennysonowi wydawało się, że nowe przebranie będzie odpowiednią przepustką. Było raczej pewne, że nie zostanie rozpoznany jako intruz. Ludzie bardzo rzadko potrafili rozpoznać któregoś z obcych, najczęściej dla nich wszyscy wyglądali podobnie. To samo tyczyło się obcych, którzy nie potrafili odróżnić jednego człowieka od drugiego.

Dotarł do trapu. Szczuropodobny strażnik niedbale zasalutował.

— Witam, Sir — wymamrotał. — Kapitan pytał już o pana.

Rozdział II

JTo pewnym czasie, jeden ze szczuropodobnych członków załogi odnalazł go w małym, przypominającym szafę schowku, gdzie wcisnął się po wejściu na statek. Został stamtąd wywleczony i zaprowadzony do kapitana, siedzącego samotnie w sterowni i oddającego się słodkiemu nieróbstwu. Statek leciał zgodnie z kursem i w danej chwili nie było nic do roboty.

— Kto to jest? — spytał kapitan.

— Pasażer na gapę — odpowiedział obcy. — Wyciągnąłem go ze schowka na rufie.

— W porządku — kapitan kiwnął głową. — Zostaw go tu. Możesz odejść.

Gryzoń ruszył do drzwi.

— Proszę o zwrot mojej torby — rzucił za nim Tennyson.

Szczur zatrzymał się i odwrócił, ale nie puścił torby. Kapitan nie wytrzymał.

— Daj mi tę torbę i spływaj. Nie chcę cię tu widzieć.

Szczur posłusznie oddał torbę i w pośpiechu opuścił sterownię.

Kapitan przyjrzał się w zamyśleniu torbie, po czym podniósł głowę.

— A więc pan Jason Tennyson, prawda? Lekarz? — spytał.

Tennyson kiwnął głową.

— Tak, jestem lekarzem.

Kapitan położył torbę na podłodze, za krzesłem, na którym siedział.



9 из 341