
— Muszę się skontaktować ze Stephanie — oznajmił pacjent. — Nie potrzebuję kroplówki.
— Owszem, potrzebuje pan — przerwała Vielle. — Nina zadzwoni do Stephanie w pana imieniu.
Spojrzała na kardiomonitor i zbadała tętno mężczyzny.
— Już próbowałam — odezwała się asystentka. — Nie podnosi słuchawki.
— Spróbuj jeszcze raz — zasugerowała Vielle i asystentka oddaliła się pośpiesznie. — Panie Menotti, to doktor Lander. Mówiłam panu o niej. — Zdecydowanie popchnęła go na łóżko. — Pozwolę wam dwojgu lepiej się poznać. Nie daj mu wstawać — szepnęła cicho do Joanny i wyszła.
— Dobrze, że pani tu jest — odezwał się pan Menotti. — Jest pani lekarką, więc może przemówi im pani do rozumu. Wciąż powtarzają, że miałem zawał, ale to nieprawda. Chodzę na siłownię trzy razy w tygodniu.
— Nie jestem lekarzem medycyny. Jestem psychologiem kognitywnym — sprostowała Joanna. — I chciałabym porozmawiać z panem na temat pańskich przeżyć w karetce. — Z kieszeni swetra wydobyła dokument i rozprostowała go. — To standardowy formularz oświadczenia o dobrowolnym udzieleniu odpowiedzi na kilka pytań, panie Menotti…
— Niech będzie Greg — przerwał. — Pan Menotti to mój ojciec.
— Greg — zgodziła się Joanna.
— A jak ja mam mówić do pani? — Uśmiechnął się szeroko. Był to bardzo pociągający uśmiech, chociaż nieco drapieżny.
— Pani doktor — wyjaśniła oschle. Wręczyła mu formularz. — Dokument stwierdza, że wyraża pan zgodę na…
— A jeśli go podpiszę, dowiem się, jak ma pani na imię? — spytał. — I jaki jest pani numer telefonu?
— Zdaje się, że pana narzeczona właśnie tutaj jedzie, panie Menotti. — Joanna wręczyła mu długopis.
— Greg — poprawił ją i znowu chciał wstać. Joanna zerwała się, żeby przytrzymać dokument do podpisu i nie przemęczać pacjenta.
— Proszę bardzo, pani doktor — stwierdził, zwracając formularz i długopis. — Niech pani posłucha, mam trzydzieści cztery lata. Nie jest pani lekarką, ale przecież wie pani, że faceci w moim wieku nie przechodzą zawałów serca, zgadza się?
