
— Zawał serca — przywitała ją Vielle. — Wykopywał samochód z rowu. Krótko reanimowany w karetce.
— Gdzie jest? — spytała krótko Joanna. — Na górze, na oddziale intensywnej opieki kardiologicznej?
— Nie, tutaj — usłyszała.
— Na nagłych wypadkach? — zdumiała się. Nigdy tutaj nie rozmawiała z chorymi, chociaż zdarzało się, że chciała ich wypytać, zanim uda się to panu Mandrake’owi.
— Po reanimacji doszedł do siebie wyjątkowo szybko i teraz nie wyraża zgody na przyjęcie go do szpitala przed konsultacją z kardiologiem — wyjaśniła Vielle, zgrabnie przesuwając się bokiem między wózkiem towarowym i przenośnym rentgenem. — Jeśli go zajmiesz i zatrzymasz w łóżku do czasu przybycia kardiologa, wszyscy będą ci ogromnie wdzięczni. Łącznie z nim. Słuchaj, oto twój rozmówca.
— Dlaczego mój lekarz jeszcze się nie pojawił? — dobiegł męski baryton z pokoju badań. — I gdzie jest Stephanie?
Głos brzmiał donośnie i mocno jak na człowieka, który właśnie przechodził reanimację. Może ma rację i wcale nie doznał zawału serca.
— Co to ma znaczyć, że jeszcze się z nią nie skontaktowaliście? Przecież ma komórkę! — ryknął. — Gdzie telefon? Sam zadzwonię.
— Nie może pan wstawać, panie Menotti — rozległ się kobiecy głos. — Jest pan podłączony do urządzeń.
Vielle otworzyła drzwi i wprowadziła Joannę do pokoju, gdzie asystentka pielęgniarki bezskutecznie usiłowała powstrzymać jakiegoś człowieka przed usunięciem elektrod przymocowanych do jego klatki piersiowej. Był to młody mężczyzna, opalony i muskularny, miał nie więcej niż trzydzieści pięć lat. Joanna uznała, że na pewno chodzi na siłownię trzy razy w tygodniu.
— Dość — przykazała Vielle i popchnęła go z powrotem na łóżko, ustawione pod kątem czterdziestu pięciu stopni. — Musi pan się zachowywać spokojnie. Pański lekarz pojawi się tutaj za kilka minut.
