
— Sporo zakładasz.
— Mój drogi, niczego nie muszę zakładać. Podłączyłem się do sieci i dostałem do ostatnich kilku tysięcy wiadomości. — Wyciągnął szyję, by obejrzeć gabinet. — Niezłe gniazdko. A przy okazji, jak twoje oczy?
— Działają tak dobrze, jak można by tego po nich oczekiwać.
Calvin skinął głową.
— Rozdzielczość nie nadzwyczajna, ale nic lepszego nie mogłem osiągnąć za pomocą narzędzi, jakie miałem do dyspozycji. Prawdopodobnie podłączyłem na nowo tylko czterdzieści procent twoich optycznych kanałów nerwowych, dlatego wstawienie lepszych kamer byłoby bez sensu. Gdyby na tej planecie poniewierał się trochę lepszy sprzęt chirurgiczny, mógłbym spróbować czegoś więcej. Ale nie oczekujmy, że Michał Anioł szczoteczką do zębów wymalowałby wspaniałą Kaplicę Sykstyńską.
— Dobrze, wypominaj mi.
— Nawet bym nie śmiał — odparł Calvin z całkowicie niewinnym wyrazem twarzy. — Mówię tylko, że skoro już musia — łeś pozwolić Alicji zabrać „Lorean”, mógłbyś przynajmniej namówić ją, by zostawiła nam trochę sprzętu medycznego.
Dwadzieścia lat temu jego żona przewodziła rebelii przeciw niemu. Calvin ciągle mu o tym przypominał.
— Zatem złożyłem siebie w ofierze, i tyle. — Sylveste machnął ręką, by uciszyć obraz. — Wybacz, Cal, ale nie przywołałem cię tutaj na pogawędkę przy kominku.
— Wolałbym, żebyś zwracał się do mnie „ojcze”.
Sylveste zignorował ten komentarz.
— Wiesz, gdzie jesteśmy?
— Przypuszczam, że na wykopalisku. — Calvin zamknął na chwilę oczy i palcami dotknął skroni, chcąc się skoncentrować. — Tak, popatrzmy. Dwa pełzacze ekspedycyjne z Mantell, w pobliżu Stepów Ptero… krata Wheelera… niezwykle dziwne! Ale przypuszczam, że dość dobrze służy twym celom. A tu co takiego? Sekcja grawitometrów wysokiej rozdzielczości… sejsmogramy… Rzeczywiście coś znalazłeś?
W tym momencie z biurka wyskoczyła wróżka stanu ogólnego i oznajmiła, że jest telefon z Mantell.
