
— Na co czekasz? — spytał Cal. — Odbierz.
— On nie wie o tobie… o nas.
Calvin pokręcił głową… i nagle Janeąuin pojawił się w pokoju. Sylveste usiłował zachować obojętność, choć zrozumiał, co się stało: Calvin znalazł sposób na wysłanie polecenia funkcjom prywatnego poziomu biurka.
Calvin był i pozostał przebiegłym draniem, pomyślał Sylveste. W końcu właśnie dlatego jest nadal użyteczny.
Sylwetka Janeąuina była nieco mniej wyraźna od postaci CaWina, gdyż obraz Janeąuina był przesyłany z Mantell przez dość dziurawą sieć satelitów. A kamery zbierające obraz pamiętały chyba lepsze czasy.
Jak większość sprzętu na Resurgamie, pomyślał Sylveste.
— Jesteś wreszcie — powiedział Janeąuin. W pierwszej chwili zauważył tylko Sylveste’a. — Przez ostatnią godzinę usiłowałem się z tobą skontaktować. Nie masz jakiegoś urządzenia, które dawałoby ci informacje o nadchodzących rozmowach, gdy jesteś na dole, w szybie?
— Mam — odparł Sylveste. — Ale je wyłączyłem. Zbyt mi przeszkadzało.
— Aha — mruknął Jeneąuin z ledwo zauważalnym rozdrażnieniem. — Naprawdę sprytne. Zwłaszcza u osoby na twoim stanowisku. Oczywiście wiesz, co mam na myśli. Zbierają się chmury, Dan, chyba większe niż… — Janeąuin dopiero teraz dostrzegł CaWina. Przez chwilę w milczeniu przyglądał się postaci w fotelu. — Słowo daję, czy to ty?
