— Nie — odparł. — Nie musimy wyjeżdżać. Tu mamy dobre schronienie. Na pewno zauważyłeś, że na skałach prawie nie widać śladów erozji. Jeśli burza będzie bardzo silna, schowamy się w pełzaczach.

Mężczyzna spojrzał na skały i pokręcił głową, jakby nie wierzył własnym uszom.

— Proszę pana, Cuvier najwyżej dwa razy do roku wydaje tak stanowczy komunikat… dziś burza ma o rząd wielkości przewyższać wszystko, co dotychczas przeżyliśmy.

— Mów za siebie — powiedział Sylveste. Zauważył, jak mężczyzna mimowolnie na ułamek sekundy kieruje spojrzenie na jego oczy, a później zmieszany odwraca wzrok. — Słuchaj mnie. Nie możemy sobie pozwolić na porzucenie tej odkrywki.

Mężczyzna znów spojrzał na sieć szybów.

— To, co już odkopaliśmy, zabezpieczmy płachtami. Potem zakopiemy transpondery. Nawet jeśli pył pokryje wszystkie studnie, odnajdziemy to miejsce i wrócimy z pracami na obecny etap. — Za goglami przeciwpyłowymi rozbiegane oczy mężczyzny miały błagalny wyraz. — Gdy wrócimy, postawimy kopułę nad całym terenem. To chyba lepsze rozwiązanie, proszę pana, niż narażanie tutaj ludzi i sprzętu.

Sylveste postąpił krok ku mężczyźnie, tak że ten musiał się cofnąć w kierunku najbliższej studni wykopaliska.

— Rób to, co ci teraz powiem: poinformuj wszystkie zespoły archeologiczne, że mają pracować aż do odwołania i że zabraniam gadania o wycofaniy się do Mantell. Tymczasem niech na pokład pełzaczy wniosą tylko najbardziej wrażliwe przyrządy. Jasne?

— A co z ludźmi, proszę pana?

— Ludzie mają robić to, po co tu przyjechali: kopać.

Sylveste patrzył na swego rozmówcę z wyrzutem, niemal prowokując go, by zanegował rozkazy, ale po długiej chwili wahania mężczyzna odwrócił się na pięcie i pobiegł w labiryncie studni, z wielką wprawą pokonując szczyty skib. Wokół wykopów rozmieszczono delikatne grawitometry obrazujące; przypominały skierowane w dół działa. Teraz kołysały się lekko na silnym wietrze.



2 из 613