
Gorzki nieustający gniew odbierał mu siły. Przymknął szkaradne oczy i skupił się na chwili obecnej.
Nie było to trudne, dźwięki fletu wzmocniły jego zdolność widzenia tego, co znajdowało się daleko. Jedynie ciało było jeszcze słabe, uwięzione, i przez to jego śmiertelnie niebezpieczna moc nie mogła zostać w pełni wykorzystana. To, czego do tej pory dokonał, było jedynie pierwszym ostrzeżeniem przed tym, co kiedyś miało nastąpić.
Teraz, choć ta Benedikte była właściwie nikim, zerem, musiał mieć na nią oko, czujnie się przed nią strzec. Bo ona była jedną z nich, z tych niewiernych, którzy próbowali go zwalczać. Sama, co prawda, nie mogła niczego osiągnąć, ale jeśli jej pomogą…
Musi uważać na tę głupią dziewczynę.
A gdyby tak sprowadzić ją na drogę wiodącą ku nieuchronnej zagładzie?
Tak! Tyle przynajmniej mógł dokonać, przebywając tu, w swym przeklętym więzieniu.
Musiało się to jednak stać potajemnie. Oczy Tengela Złego zamigotały w ciemnościach. Przez ciało przebiegł mu zimny dreszcz strachu. Gdzieś w jakimś miejscu… Gdzieś w jakimś miejscu istniało inne niebezpieczeństwo. Shira nie była jedynym zagrożeniem. Tego drugiego nie znał. Umknęło mu, skryło się przed nim. Ale Tengel Zły zdawał sobie sprawę, że jest ono silne, bardzo silne!
Dlatego zniszczenie dziewczyny musi się odbyć w ukryciu, tak by to drugie coś, co mu zagraża, nie mogło jej znaleźć i, być może, przybyć na ratunek.
Myśli zaczęły pracować, zmysły szukały, wstrętne macki rozeszły się po świecie, kierując się ku krajom na Północy…
Obudziło się niejasne wspomnienie.
Tak, znał pewne miejsce daleko od ludzkich siedzib. Wspaniałe, na wskroś przepojone złem miejsce. Wiedział o nim, ponieważ w trakcie swej podróży na Południe sam je odwiedził.
