
To miejsce poświęcono złu. Został tam nawet przez jakiś czas, tak mu się spodobało.
Wtrącił się w historię tego miejsca.
Wspaniały, wspaniały czas.
Pamiętał też… Tengel Zły zebrał myśli, z wysiłkiem starał się sobie przypomnieć.
Tak! Był tam przewoźnik! Oczywiście, tak.
I znów w duchu złośliwie zachichotał. Przewoźnik, tak, tak, właśnie on!
Zabawnie było współdziałać z tym człowiekiem. Ciekawe, co się z nim później stało, po tym, jak on, Tengel, opuścił tamto miejsce. Ciekawe, doprawdy, bardzo interesujące.
Miejsce to, zanim jeszcze on się tam pojawił, było tak skalane, tak przepojone wspaniałym złem, czynami tak potwornymi, że myśląc o nim odczuł dreszcz rozkoszy. Bez względu więc na to, jaki wpływ on sam na nie wywarł, z pewnością było to właściwe miejsce, by wyeliminować Benedikte.
Zaprowadzi ją tam niezłomna siła jego myśli.
Trzeba jednak szukać okrężnych dróg, żadne bezpośrednie poczynania nie są już możliwe. W jaki sposób tego dokonać?
Jak pająk pracowicie tka pajęczynę, tak on począł snuć swój okrutny plan. Niezwykle przyjemne zajęcie dla najbardziej złego stwora na świecie. Dla samego uosobienia zła.
ROZDZIAŁ II
Księżyc czekał za chmurami, które ciemne i postrzępione pędziły po niebie. Od czasu do czasu ukazywał bladą tarczę i przez moment zimnym błękitnozielonym blaskiem oświetlał dom na jednym ze wzgórz.
Dom był duży, piętrowy, miał wiele okien, w których odbijała się księżycowa poświata. Niegdyś zapewne pomalowano go na jakiś kolor, teraz jednak szarawe gołe drewno dominowało nad łuszczącą się farbą. Dachówki wyglądały na porośnięte mchem, a kolumienki werandy gniły od dołu. Na parterze zza zakurzonych aksamitnych zasłon wydobywało się słabe światło, piętro zdawało się nie zamieszkane, w oknach wisiały postrzępione resztki zasłon.
