
– Czy jest tam mój ojciec?
– Nie. Nie rozmawiałem z nim od wczesnego ranka, kiedy dzwonił po samochód. Biedna twoja mama. – Słowa współczucia wypowiedziane były z autentycznym przejęciem. – Co jeszcze się wydarzy? Wiem, jak twój ojciec cieszył się na tę wyprawę na Hawaje. Słyszałem, że zahaczyła nogą o dywanik, który jej kupiłaś w Irlandii.
– Rzeczywiście – potwierdziła Regan, czując, jak na nowo zalewają fala wyrzutów sumienia z powodu owego nieszczęsnego zakupu. Jej najlepsza przyjaciółka. Kit, zawsze mawiała: „Poczucie winy jest nieustannie otrzymywanym darem”.
– Austin, ojciec mówił nam, że będzie u was, gdyż ma uczestniczyć w dzisiejszym pogrzebie. I w ogóle się nie pokazał?
– Nie, ale ceremonia udała się doskonale. Ten staruszek planował ją od lat. Pewnie twój ojciec doszedł do wniosku, że wcale nie musi przychodzić na pogrzeb: – Austin zachichotał. – Właśnie teraz wszyscy żałobnicy delektują się obiadem serwowanym im za darmo po drugiej stronie miasta. Nieboszczyk zostawił ogromną część swego majątku Kwiecistym. Stawili się w restauracji co do jednego i w ogóle robią wrażenie dużej, szczęśliwej rodziny. Odziedziczony spadek wystarczy na zakup konewek do podlewania wszystkich roślin w całym stanie New Jersey.
– Mieli szczęście.
– Twój ojciec zapisał w swym rozkładzie zajęć na dzisiaj wizytę u dentysty o wpół do czwartej. Nie sądzę, żeby o niej zapomniał.
– Dzięki, Austin. – Regan rozłączyła się i wybrała numer telefonu komórkowego Luke’a. Po kilku sygnałach usłyszała nagranie na automatycznej sekretarce. Gdy tak słuchała głosu ojca proszącego o pozostawienie wiadomości, coraz silniej ulegała wrażeniu, że być może dzieje się coś niedobrego. Ojciec od wielu godzin nie dał znaku życia, nawet nie dowiadywał się o samopoczucie matki.
