
No i oczywiście najlepsze życzenia składamy wszystkim czytelnikom. Oby ich przyszłe dni płynęły szczęśliwie i pogodnie.
Boże, pobłogosław…
CZWARTEK, 22 GRUDNIA
Regan Reilly westchnęła po raz setny, spoglądając na Norę, swoją matkę, nowo przyjętą pacjentkę Specjalistycznego Szpitala Chirurgicznego na Manhattanie.
– I pomyśleć, że to ja kupiłam ci ten idiotyczny, ręcznie tkany dywanik, na którym się potknęłaś – powiedziała.
– Ty go jedynie kupiłaś. Ja zahaczyłam o niego obcasem – odrzekła słabym głosem znana autorka powieści kryminalnych. – Nie twoja wina, że włożyłam pantofle na tych idiotycznych szczudłach.
Nora próbowała zmienić pozycję ciała obciążonego grubym, sięgającym od palców u nogi do uda, gipsem.
– Pozostawiam wam ocenę, która z was ponosi winę za złamaną nogę – skomentował tę wymianę zdań Luke Reilly, mąż i ojciec kobiet, właściciel trzech domów pogrzebowych. Wstawszy z niskiego fotela, stojącego przy łożu boleści żony, wyprostował szczupłą i wysoką postać.
– Muszę uczestniczyć w ceremonii pogrzebowej, jestem umówiony na wizytę u dentysty, a potem, skoro nasze plany raczej już uległy zmianie, powinienem rozejrzeć się za jakąś choinką.
Pochylił się nad żoną i pocałował ją.
– Spójrz na to w ten sposób: wprawdzie pewnie nie nacieszysz oczu falami Pacyfiku, ale za to masz dobry widok na East River.
On i Nora oraz ich jedyne dziecko, trzydziestoletnia Regan, zamierzali spędzić święta Bożego Narodzenia na jednej z hawajskich wysp, Maui.
– Dowcipniś z ciebie – odcięła się Nora. – Czy możemy mieć nadzieję, że przyjdziesz do domu z choinką, a nie jak zwykle, z Charlie Brown Special?
– To nie było miłe – zauważył Luke.
– Ale prawdziwe. – Nora zmieniła temat. – Luke, wyglądasz na zmęczonego. Nie mógłbyś darować sobie pogrzebu Goodloe’a? Austin potrafi wszystkiego dopilnować.
