
Ludzie zaczęli z wahaniem wracać na swoje miejsca. Harry Bosch przysunął się blisko Walling i ujął ją za łokieć.
– Możemy chwilkę pogadać?
Opuścili polankę, kierując się w stronę Mulholland. Bosch czuł, że sytuacja się zmienia, lecz starał się tego nie okazywać. Nie chciał stracić kontroli nad miejscem zdarzenia, a tym właśnie groził sygnał tego rodzaju.
– Co ty tu robisz, Rachel? – zapytał. – I co się właściwie dzieje?
– Tak jak ty dostałam telefon w środku nocy. Ściągnęli mnie z łóżka.
– Nic mi to nie mówi.
– Zapewniam cię, że chcę ci pomóc.
– No więc zacznij i powiedz dokładnie, co tu robisz i kto cię przysłał. To na pewno mi pomoże.
Walling rozejrzała się i zwróciła wzrok na Boscha. Wskazała za żółtą taśmę.
– Możemy?
Bosch wyciągnął rękę, dając jej znak, by poszła przodem. Opuścili zagrodzony teren i wyszli na ulicę. Kiedy ocenił, że nikt spośród osób zgromadzonych przy zwłokach nie może ich usłyszeć, przystanął i popatrzył na nią.
– Dobra, tyle wystarczy – powiedział. – Co się dzieje? Kto ci tu kazał przyjechać?
Utkwiła spojrzenie w jego oczach.
– Słuchaj, to, co ci powiem, musi zostać między nami – ostrzegła. – Przynajmniej na razie.
– Rachel, nie mam czasu na…
– Stanley Kent jest na pewnej liście. Kiedy ty czy któryś z twoich kolegów sprawdzaliście dzisiaj jego nazwisko w bazie danych NCIC, w Waszyngtonie zaraz to wyłapali i zadzwonili do mnie do taktycznego.
– Kim on był, terrorystą?
– Nie, fizykiem medycznym. I praworządnym obywatelem, o ile wiem.
– No to o co chodzi z tymi obrączkami i czemu FBI zjawia się w środku nocy? Na jakiej liście był Stanley Kent?
Walling zignorowała pytanie.
– Powiedz mi, Harry, czy ktoś już był w jego domu albo rozmawiał z jego żoną?
– Jeszcze nie. Najpierw zabraliśmy się do zabezpieczenia miejsca. Zamierzam…
– W takim razie musimy to zaraz zrobić – powiedziała naglącym tonem. – Możesz mnie pytać w drodze. Weź jego klucze na wypadek, gdyby dom był zamknięty. Idę po samochód.
