
Walling zaczęła się oddalać, ale Bosch złapał ją za rękę.
– Pojedziemy moim.
Pokazał swojego mustanga i zostawił ją. Ruszył w kierunku radiowozu, na którego masce wciąż leżały rozłożone torebki z dowodami. Zaczynał żałować, że tak szybko zwolnił Edgara. Przywołał gestem sierżanta.
– Słuchaj, muszę pojechać do domu ofiary. Powinienem niedługo wrócić, a lada moment przyjedzie tu detektyw Ferras. Pilnujcie miejsca, dopóki jeden z nas się nie zjawi.
– Załatwione.
Bosch wyciągnął telefon i zadzwonił do swojego partnera.
– Gdzie jesteś?
– Właśnie wyjechałem z Parker Center. Będę za dwadzieścia minut.
Bosch poinformował Ferrasa, że opuszcza miejsce zdarzenia i polecił mu się pospieszyć. Rozłączył się, złapał leżącą na masce torebkę z kluczami i wrzucił do kieszeni.
Podchodząc do samochodu, zauważył, że Walling siedzi już w środku. Kończyła rozmowę i zamykała klapkę telefonu.
Do kogo dzwoniłaś? – spytał Bosch, wsiadając. – Do prezydenta?
– Do swojego partnera – odparła. – Umówiłam się z nim w domu ofiary. A gdzie twój partner?
– Już jedzie.
Bosch uruchomił silnik. Ledwie ruszyli, zasypał ją pytaniami.
– Jeżeli Stanley Kent nie był terrorystą, to na jakiej był liście?
– Jako fizyk medyczny miał bezpośredni dostęp do materiałów promieniotwórczych. Dlatego trafił na listę.
Bosch pomyślał o szpitalnych identyfikatorach, które znalazł w porsche ofiary.
– Dostęp? Gdzie? W szpitalach?
– Właśnie. Tam się je przechowuje. To substancje wykorzystywane głównie do leczenia raka.
Bosch skinął głową. Zaczynał rozumieć, wciąż jednak miał za mało informacji.
– W porządku, Rachel, tylko ciągle czegoś tu nie kapuję. Możesz jaśniej?
– Stanley Kent miał bezpośredni dostęp do materiałów, na których chcieliby położyć łapę inni ludzie. Do materiałów, które dla tych ludzi mogą być bardzo, bardzo cenne. Ale nie do leczenia raka.
