
– Nie, to nie tu – powiedziała Walling. – Jego dom jest za następną przecznicą i…
Urwała, zdając sobie sprawę, że Bosch ją zdemaskował. Bosch w milczeniu przyglądał się jej przez chwilę w ciemnościach.
– Powiesz mi wreszcie prawdę, czy wolisz wysiąść?
– Słuchaj, Harry, mówiłam ci. Są rzeczy, o których nie mogę…
– Wysiadaj, agentko Walling. Sam sobie poradzę.
– Harry, musisz zrozu…
– To jest sprawa zabójstwa. Moja sprawa. Wysiadaj.
Nie drgnęła.
– Wystarczy jeden mój telefon i odbiorą ci śledztwo, zanim wrócisz na miejsce zbrodni – powiedziała.
– To dzwoń. Wolę od razu dostać kopa, niż być frajerem, któremu federalni będą opowiadać bajeczki. Może to jeden ze sloganów biura? Wciskać gliniarzom ciemnotę, aż się udławią? Nie mnie, nie dzisiaj, nie przy mojej własnej sprawie.
Sięgnął do drzwi po jej stronie, aby pociągnąć klamkę. Walling odepchnęła go i uniosła ręce w geście kapitulacji.
– Już dobrze, dobrze – powiedziała. – Co chcesz wiedzieć?
– Tym razem chcę usłyszeć prawdę. Całą prawdę.
3
Bosch zmienił pozycję na siedzeniu, by móc patrzeć prosto na Walling. Nie zamierzał nigdzie ruszać, dopóki Rachel nie zacznie mówić.
– To jasne, że wiedziałaś, kim był Stanley Kent i gdzie mieszkał – powiedział. – Okłamałaś mnie. Gadaj, był terrorystą czy nie?
– Mówiłam już, że nie. Naprawdę. Był zwykłym obywatelem. Fizykiem. Znalazł się na liście obserwowanych, bo miał kontakt ze źródłami promieniowania, które w niewłaściwych rękach mogłyby posłużyć do wyrządzenia krzywdy ludziom.
– O czym ty mówisz? Jak to by się mogło stać?
– Przez napromieniowanie. W różnej formie. Na przykład atak na jednego człowieka – pamiętasz ostatnie Święto Dziękczynienia i tego Rosjanina, któremu w Londynie podano dawkę polonu? To był zamach na konkretną osobę, chociaż nie obyło się bez dodatkowych ofiar. Materiał, do którego miał dostęp Kent, mógłby być też wykorzystany na większą skalę – w centrum handlowym, w metrze, gdziekolwiek. Wszystko zależy od ilości i oczywiście od urządzenia dyspersyjnego.
