
– Urządzenia? Mówisz o bombie? Ktoś mógłby skonstruować brudną bombę z tą substancją?
– Owszem, do niektórych celów.
– Myślałem, że to tylko mit, że nigdy nie skonstruowano brudnej bomby.
– Formalne określenie to improwizowany ładunek wybuchowy. Faktycznie, to tylko mit, ale tylko do momentu, gdy ktoś zdetonuje taki ładunek pierwszy raz.
Bosch skinął głową i wrócił do tematu, wskazując dom przed nimi.
– Skąd wiedziałaś, że to nie jest dom Kenta?
Walling zmęczonym gestem potarła czoło, jak gdyby od jego natarczywych pytań rozbolała ją głowa.
– Bo już u niego byłam, rozumiesz? Jeszcze w tym roku przyjechałam do niego ze swoim partnerem, żeby ostrzec Kenta i jego żonę przed potencjalnymi zagrożeniami związanymi z jego zajęciem. Sprawdziliśmy zabezpieczenia w domu i poradziliśmy zachować ostrożność. Zrobiliśmy to z polecenia Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego, jasne?
– Tak, jasne. To było rutynowe działanie wywiadu taktycznego i Departamentu Bezpieczeństwa czy pojechaliście tam, bo ktoś mu groził?
– Nie, nikt nie groził mu osobiście. Słuchaj, tracimy tylko…
– No to komu? Komu grożono?
Walling poprawiła się na siedzeniu i westchnęła z irytacją.
– Nikt nie groził nikomu konkretnemu. Zrobiliśmy to po prostu na wszelki wypadek. Szesnaście miesięcy temu ktoś dostał się do kliniki onkologicznej w Greensboro w Karolinie Północnej, obszedł skomplikowane zabezpieczenia i zabrał dwadzieścia dwie małe tuleje z radioizotopem cez-137. Ten materiał w takich opakowaniach był przeznaczony do radioterapii nowotworów ginekologicznych. Nie wiemy, kto to był ani po co go zabrał, ale izotop zniknął. Kiedy dotarła do nas wiadomość o kradzieży, ktoś ze specjalnej grupy do zwalczania terroryzmu w Los Angeles pomyślał, że byłoby dobrze ocenić zabezpieczenia materiałów promieniotwórczych w tutejszych szpitalach i ostrzec ludzi, którzy się nimi zajmują, żeby zachowali czujność i byli ostrożni. Będziesz już łaskaw ruszyć?
