
– Aha, znam to miejsce.
Bosch wstał i podszedł do stołu w jadalni. Otworzył szufladę przeznaczoną na sztućce, z której wyciągnął długopis i mały notatnik. Na pierwszej stronie zapisał datę i miejsce morderstwa.
– Znamy jakieś szczegóły? – spytał.
– Niewiele – odparł Gandle. – Jak mówiłem, z opisu wynika, że to egzekucja. Dwa strzały w tył głowy. Ktoś wziął gościa nad tamę i obryzgał jego mózgiem piękny widok.
Bosch zastanowił się nad tym przez chwilę, po czym zadał kolejne pytanie.
– Wiadomo, kim był denat?
– Ludzie z komendy jeszcze nad tym pracują. Może będą już coś mieli, kiedy przyjedziesz. To prawie po sąsiedzku od ciebie, zgadza się?
– Niedaleko.
Gandle podał Boschowi bliższe informacje na temat miejsca zdarzenia, pytając, czy Harry sam zawiadomi swojego partnera. Bosch odrzekł, że się tym zajmie.
– Dobra, Harry, jedź tam, zorientuj się co i jak, a potem zadzwoń do mnie. Po prostu mnie obudź. Wszyscy to robią.
Bosch pomyślał, że to typowe dla zwierzchnika skarżyć się na uciążliwość nocnych telefonów człowiekowi, którego w trakcie ich współpracy zamierzał stale budzić.
– Załatwione – powiedział Bosch.
Rozłączył się i natychmiast zadzwonił do Ignacia Ferrasa, swojego nowego partnera. Ciągle się obwąchiwali. Ferras był ponad dwadzieścia lat młodszy od niego i pochodził z innej kultury. Bosch był pewien, że wytworzy się między nimi więź, ale to wymagało czasu. Jak zawsze.
Jego telefon zbudził Ferrasa, który szybko jednak oprzytomniał i wydawał się skory do działania, a to był dobry znak. Jedyny kłopot polegał na tym, że Ferras mieszkał aż w Diamond Bar, mógł więc dotrzeć na miejsce zdarzenia co najmniej za godzinę. Bosch rozmawiał z nim o tym pierwszego dnia, gdy zostali partnerami, lecz Ferras nie był zainteresowany przeprowadzką. W Diamond Bar miał system pomocy rodzinnej i nie chciał z niego rezygnować.
Bosch wiedział, że zjawi się na miejscu zdarzenia na długo przed Ferrasem, co oznaczało, że będzie musiał samotnie załagodzić zadrażnienia z miejscowymi funkcjonariuszami.
