Następnie otworzył schowek, z którego wypadło kilka przypinanych identyfikatorów, takich jak tamten znaleziony przy zwłokach. Oglądając je po kolei, zobaczył, że każdy z nich pochodził z innego szpitala. Ale na każdym magnetycznym kluczu widniało to samo nazwisko i zdjęcie. Stanleya Kenta, człowieka, który, jak przypuszczał Bosch, leżał martwy na polance.

Bosch zauważył, że z tyłu każdego identyfikatora jest odręczna notatka. Przypatrywał się im przez dłuższą chwilę. Były to głównie cyfry z literami L lub P na końcu, z czego wywnioskował, że to kody do zamków.

Zajrzał głębiej do schowka i znalazł więcej identyfikatorów i kluczy magnetycznych. Odniósł wrażenie, że zamordowany – jeśli to naprawdę był Stanley Kent – miał dostęp do prawie wszystkich szpitali w okręgu Los Angeles. Znał także kody zamków cyfrowych w niemal każdym szpitalu. Bosch przez moment zastanawiał się, czy identyfikatory i klucze magnetyczne nie są fałszywkami używanymi przez ofiarę do jakiegoś przekrętu.

Bosch włożył wszystko z powrotem do schowka i zamknął go. Potem zajrzał pod i między siedzenia, nie znalazł jednak niczego wartego uwagi. Wycofał się z wnętrza samochodu i podszedł do otwartego bagażnika.

Bagażnik był mały i pusty. W świetle latarki Bosch dostrzegł jednak cztery wgłębienia w wykładzinie na dnie. Wyraźnie było widać, że w bagażniku przewożono coś ciężkiego i kwadratowego na czterech nogach lub kółkach. Kiedy znaleziono samochód, klapa była otwarta, więc prawdopodobnie tajemniczy przedmiot został zabrany podczas zabójstwa.

– Detektywie?

Bosch odwrócił się, kierując snop światła latarki na twarz funkcjonariusza z patrolu. Był to policjant, który spisał jego nazwisko i numer odznaki przy żółtej taśmie. Harry opuścił latarkę

– O co chodzi?

– Przyjechała agentka FBI. Prosi o pozwolenie wejścia na miejsce zbrodni.



9 из 167