
Spojrzawszy na oświetloną polanę, Bosch naliczył pięciu ludzi z kryminalistyki i zespołu koronera pracujących przy zwłokach i wokół nich.
– No więc jeżeli najpierw sprawdzaliście miejsce – powiedział -to czy ktoś szukał śladów stóp w pobliżu ciała, zanim wpuściliście techników?
Nie potrafił powstrzymać nuty rozdrażnienia, jaka zabrzmiała w jego głosie.
– Harry – odrzekł Edgar tonem zdradzającym rozdrażnienie rozdrażnieniem Boscha. – Na tym cholernym punkcie widokowym codziennie stoi kilkaset osób. Gdybyśmy mieli czas, moglibyśmy szukać śladów do Bożego Narodzenia. Uznałem, że nie mamy. W publicznym miejscu leżał trup i trzeba było się nim zająć. Poza tym wygląda mi to na robotę zawodowca. To znaczy, że do tej pory buty, broń, samochód i reszta już zdążyły zniknąć.
Bosch przytaknął. Chciał już dać temu spokój i zająć się sprawą.
– Dobra – rzekł spokojnie. – Wobec tego chyba jesteś wolny.
Edgar skinął głową, a Boschowi przyszło na myśl, że może się czuć zakłopotany.
– Mówiłem, Harry, nie spodziewałem się, że to ty.
Chciał przez to powiedzieć, że nie utrudniałby pracy Harry'emu tylko komuś innemu z RiZ.
– Jasne – powiedział Bosch. – Rozumiem.
Kiedy Edgar odjechał, Bosch wyciągnął z bagażnika swojego samochodu latarkę. Wrócił do porsche, nałożył rękawiczki i otworzył drzwi od strony kierowcy. Wsunął głowę do auta i rozejrzał się. Na siedzeniu pasażera leżała aktówka. Nie była zamknięta, a gdy zwolnił zatrzaski, zobaczył w środku kilka teczek z dokumentami, kalkulator oraz bloczki, długopisy i gazety. Zamknął ją i odłożył na miejsce. Fakt, że znajdowała się na siedzeniu, oznaczał, że ofiara prawdopodobnie przyjechała na punkt widokowy sama. I tu spotkała swojego zabójcę. Bosch uznał to za istotną informację.
