
Jego otyły przyjaciel Thurston miał skłonność do zadyszki i zawsze potrafił znaleźć dla siebie najlżejszą wędkę i najmniejszy plecak. Zawsze z początkiem drugiego tygodnia urlopu umiał tak pokierować polowaniem, żeby znaleźć się nad brzegami jeziora. Były tam małe, wygodne knajpki, w których Thurston nareszcie czuł się znowu w swoim żywiole.
Te odrobiny sportu były raczej wskazane dla dwóch ludzi zza biurek — koło czterdziestki, nieco już ociężałych i przygarbionych. Wracali brązowi i odświeżeni, z nowym zapałem do pracy i z odnowioną czułością dla swych drogich małżonek.
— No to chodźmy się napić — zgodził się Dailey, nie dając się długo prosić. — Hola, a cóż to takiego? spojrzał na metalowy przedmiot przed chatką.
Rozsunąwszy wysoką trawę, znalazł się wobec czegoś w rodzaju szkieletu zbudowanego z metalowych płaskich listewek, którego górną część można było usunąć. Na jednej z owych listewek znajdował się napis: SIDŁA — PUŁAPKA.
— Skąd to wytrzasnąłeś?
— To nie ja, zapewniam cię.
Dailey odkrył małą, plastikową etykietkę, zawieszoną z boku aparatu. Zdjął ją i przeczytał:
Drogi przyjacielu, przedstawiamy ci oto SIDŁA — PUŁAPKĘ o nowej, rewolucyjnej konstrukcji. Ażeby zapoznać publiczność z naszymi SIDŁAMI, ofiarowujemy ten egzemplarz całkowicie bezpłatnie! Z pewnością potrafi pan ocenić ten specjalny i z niczym nieporównywalny system chwytania malej zwierzyny, pod warunkiem, że zastosuje się pan dokładnie do instrukcji podanych na odwrocie. Życzymy powodzenia i pomyślnego polowania!
— Nigdy nie widziałem czegoś podobnego… Myślisz, że oni postawili to tutaj w nocy? — spytał Dailey.
— Nie wiem.
— Co! Nie interesuje cię to?
— Jeżeli mam być szczery, niespecjalnie. Jeszcze jeden z ich reklamowanych „cudów”. Jest tego na tuziny. Sidła na niedźwiedzie firmy Abererombie Fitch. Pułapka na jaguary firmy Battler. Przynęta na krokodyle firmy…
