Manship pochwycił fale mózgowe oznaczające kiwnięcia głową ojca Rabda.

— Zmuszony jestem zgodzić się z tobą, mój synu. Niepraktyczne i niebezpieczne. I myślę, że uda mi się przekonać resztę rady. Już za dużo funduszu wydano na ten program badawczy.

Ponieważ brzmienie ich myśli nieco ucichło, Manship wywnioskował, że wychodzą z laboratorium.

Usłyszał, jak Lirld jąka rozpaczliwie — Ale… ale…

Potem, już nieco dalej, radca Glomg, najwidoczniej pożegnawszy się z naukowcem, zapytał syna:

— A gdzie jest mała Tekt? Myślałem, że przyjdzie z tobą.

— A, jest na lądowisku — odpowiedział Rabd. — Dogląda ostatnich dostaw na statek. Przecież wyruszamy dziś w nasz ślubny lot.

— Cudowna kobieta… — Glomg rozmarzył się „głosem” ledwo słyszalnym z oddali. — Szczęśliwy z ciebie flefnob.

— Wiem, tato — zapewnił go Rabd. — Myślisz, że nie wiem? Największy kłębuszek macek ocznych po tej stronie Gansi-bokklu i wszystkie należą do mnie, do mnie!

— Tekt jest miłą i wysoce inteligentną flefnobką — stwierdził chłodno jego ojciec. — Ma wiele pozytywnych cech. Nie lubię, kiedy mówisz o małżeństwie, jakby to była sprawa ilości macek ocznych posiadanych przez kobietę.

— Ależ nie, tato — zaprotestował Rabd. — Wcale tak nie uważam. Małżeństwo to dla mnie sprawa ważna i ee… doniosła. To jest odpowiedzialność, ee… poważna odpowiedzialność. Tak, tato. Olbrzymia odpowiedzialność. Ale fakt, że Tekt ma ponad sto siedemdziesiąt sześć skąpanych w szlamie macek, z których każda kończy się ślicznym kryształowym okiem, nie wpłynie negatywnie na naszą znajomość. Wręcz przeciwnie, tato, wręcz przeciwnie.



16 из 35