
— Stary, podejrzliwy bzik i zuchwały cymbał — skomentował gorzko profesor Lirld. — Ale jak się uwezmą, zamkną mi kredyty, Srin. Mogą przerwać mi prace. Właśnie teraz, kiedy przynosi korzystne rezultaty. Musimy temu przeciwdziałać!
Ale Manshipa nie interesowała ta nazbyt dobrze znana akademicka rozpacz. Usilnie starał się nadążyć za znikającymi umysłami Glomga i Rabda. Nie to, żeby specjalnie go zainteresowały rady ojca, jak mimo małżeństwa prowadzić zdrowe i szczęśliwe życie seksualne.
Ogromnie natomiast interesujący był projekt uboczny wcześniejszej wzmianki. Gdy Rabd wspominał o załadowaniu statku, inna część mózgu flefnoba, jak gdyby pobudzona tym skojarzeniem, przez chwilę zajmowała się konstrukcją statku, jego naprawą i — co najważniejsze — obsługą.
Przez kilka sekund błysnęła deska rozdzielcza, na której zapalały się i gasły różnokolorowe światła oraz początek ongiś wielokrotnie powtarzanej instrukcji: „ W celu rozgrzania silników napędu Bolvonna, najpierw powoli obrócić trzy górne cylindry… Tylko powoli!”
Manship podniecony zorientował się, że był to rodzaj podświadomego obrazu, podobny do wysłanego niedawno przez Srina, dzięki któremu odgadł wtedy przeznaczenie przyrządu trzymanego w rękach przez asystenta. Najwyraźniej jego wrażliwość na mózgi flefnobów dotyczyla warstw głębszych niż świadomie wysyłane stwierdzenia i mógł penetrować jeśli nie podświadomość, to przynajmniej mniej ukryte obszary indywidualnej wiedzy i pamięci.
A to znaczyło… to znaczyło… mimo niewygodnej pozycji ta myśl zdołała nim wstrząsnąć. Nieco praktyki, więcej wprawy i będzie niewątpliwie mógł przejrzeć mózg każdego flefnoba na tej planecie.
Rozsiadł się i zaczął rozważać tę myśl. Oto jego umysł, który nigdy nie był specjalnie krzepki, wytrzymał przez ostatnie pół godziny okropne bombardowanie pogardliwych spojrzeń setki turkusowych oczu i wszystkie telepatyczne szyderstwa. Jego osobowość, pozbawiona jakiejkolwiek władzy przez całe dorosłe życie, nagle odkryła, że za pomocą samego mózgu może decydować o losach całej planety.
