Zagwizdał kilka razy. Sójka sfrunęła z góry, usiadła mu na ramieniu. Arthur szeptał do niej i pogwizdywał przez chwilę. Ptak wskoczył na głowę chłopca, potem — ku zdumieniu Alvina — na Alvina ramię, na głowę i dopiero potem odleciał nad ulicą.

— Dziś rano na pewno jest nad rzeką — oświadczył Arthur Stuart. — Gęsi się tam karmią w drodze na południe.

Alvin rozejrzał się niepewnie.

— Mamy jeszcze lato. Jest gorąco.

— Ale nie na północy. Wczoraj słyszałem dwa stada.

— Ja tam nic nie słyszałem.

Arthur Stuart tylko wyszczerzył zęby w uśmiechu.

— Myślałem, że przestałeś słyszeć ptaki — powiedział Alvin. — Wtedy, kiedy odmieniłem cię w rzece. Myślałem, że straciłeś ten talent.

Chłopiec wzruszył ramionami.

— Straciłem. Ale przypomniałem sobie, jak to było. Cały czas słuchałem.

— I to wraca? Arthur pokręcił głową.

— Muszę się zastanawiać. Nie przychodzi samo, jak kiedyś. To już nie jest talent.

— Umiejętność? — podpowiedział Alvin.

— Coś między pragnieniem a wspomnieniem.

— Słyszałeś krzyk gęsi, a ja nie. A mam bardzo dobry słuch, Arthurze. Arthur uśmiechnął się znowu.

— Co innego słyszeć, a co innego słuchać.


* * *

Kilku mężczyzn ze strzelbami polowało nad rzeką na gęsi. Łatwo jednak można się było domyślić, który z nich jest Johnem-Jamesem Audubonem. Nawet gdyby nie zauważyli szkicownika wewnątrz otwartego plecaka, nawet gdyby nie był dziwacznie ubrany we francuską, przesadzoną wersję kostiumu amerykańskiego trapera — uszytą ze skór jeleni — i tak by wiedzieli, który to myśliwy. Odpowiedź wskazywał prosty test: był jedynym, który znalazł gęsi.

Celował właśnie do jednej, płynącej po rzece.

— Panie Audubon! — krzyknął bez zastanowienia Alvin. — Wstydu nie macie?

Audubon obejrzał się zaskoczony. To jego nagłe poruszenie czy może wołanie Alvina spłoszyło ptaki, prowadzący gąsior zagęgał i wystartował, ociekając wodą — z początku nieco chwiejnie, ale zaraz pofrunął płynnie, z kroplami spływającymi mu ze skrzydeł srebrzystą kaskadą. Po chwili wszystkie gęsi także wzleciały nad rzeką. Audubon uniósł strzelbę, lecz zaklął i odwrócił się do Alvina, nadal z wymierzoną bronią.



19 из 306