— Marne trofeum, skoro jeszcze lata.

Wypychacz zwierząt stał w progu i spoglądał za sójką. Po chwili przyjrzał się Alvinowi i Arthurowi.

— Wiem, że macie z tym coś wspólnego — oświadczył. — Nie wiem co. Nie wiem też, w jaki sposób, ale zaczarowaliście tego ptaka.

— Ależ skąd! — zapewnił Alvin. — Kiedy tu przyszedłem, nie miałem pojęcia, że trzymacie tam żywe ptaki. Myślałem, że zajmujecie się tylko martwymi.

— To prawda! Ten ptak był martwy!

— John-James — przypomniał Alvin. — Chcemy go zobaczyć, zanim wyjedziemy z miasta.

Dlaczego miałbym wam pomagać?

— Bo poprosiliśmy. I nic was to nie kosztuje.

— Nie kosztuje? A jak niby wytłumaczę się panu Ridleyowi?

— Powiecie mu, żeby się upewnił, czy ptak jest zabity, zanim go do was przyniesie — zaproponował Arthur Stuart.

— Nie życzę sobie słuchać takich rzeczy od czarnego chłopaka — oznajmił wypychacz zwierząt. — Jeżeli nie potrafisz dopilnować tego małego, nie powinieneś wprowadzać go między dżentelmenów.

— Tak zrobiłem? — zdziwił się Alvin.

— Co zrobiłeś?

— Wprowadziłem go między dżentelmenów? Wciąż czekam na przejaw uprzejmości, która mnie przekona, że możecie się do nich zaliczać.

Wypychacz zwierząt spojrzał na niego ze złością.

— John-James Audubon wynajmuje pokój w pensjonacie Wolność. Ale nie znajdziecie go tam o tej porze. Do południa szuka ptaków.

— A więc dobrego dnia — pożegnał się Alvin. — Moglibyście od czasu do czasu naoliwić zamek i zawiasy. Będą wtedy w lepszym stanie.

Wypychacz zwierząt zrobił zdziwioną minę. Gdy skręcali z zaułka na ulicę, wciąż jeszcze otwierał i zamykał swe ciche drzwi na oczyszczonych zawiasach.

— I po wszystkim — stwierdził Alvin. — Przed wyjazdem nie znajdziemy już twojego Johna-Jamesa Audubona.

Arthur Stuart popatrzył na niego zaskoczony.

— A dlaczego nie?



18 из 306