
— Cest vrai — mruknął Audubon. Po czym dodał głośno: — Składam obietnicę, której chcecie. Sprowadź mi gęś, co stanie na miejscu do malowania.
— Odpowie pan na moje pytanie? — upewnił się Arthur Stuart.
— Tak, oczywiście.
— Ale to będzie prawdziwa odpowiedź, nie takie głupie nic, co to zwykle dorośli mówią dzieciom?
— Chwileczkę — obruszył się Alvin.
— Ty nie — zapewnił szybko Arthur, lecz Alvin nie wyzbył się podejrzeń.
— Tak — przyrzekł ze znużeniem Audubon. — Zdradzę ci wszystkie tajemnice wszechświata.
Chłopiec kiwnął głową i przeszedł do miejsca, gdzie brzeg rzeki wznosił się najwyżej. Zanim jednak zawołał gęś, obejrzał się jeszcze.
— Gdzie ten ptak ma stanąć? — zapytał. Audubon roześmiał się.
— Dziwny z ciebie chłopak — stwierdził. — Czy to jest to, co Amerykanie nazywają przechwałkami?
— On się nie przechwala — uspokoił go Alvin. — Naprawdę musi wiedzieć, gdzie chcecie, żeby ta gęś stanęła.
Audubon potrząsnął głową, rozejrzał się, sprawdził kąt padania promieni słonecznych i gdzie jest najbliższy ocieniony skrawek ziemi, żeby mógł usiąść do pracy. Dopiero wtedy wskazał miejsce, gdzie ptak miał mu pozować.
— Dobrze — zgodził się Arthur Stuart.
Odwrócił się w stronę rzeki i zabełkotał znowu, głośniej. Głos niósł się nad wodą. Gęsi poderwały się w powietrze i podfrunęły do brzegu, lądując na wodzie lub na łące. Prowadzący gąsior jednak opadł obok Arthura, który zaprowadził go do miejsca wskazanego przez malarza.
Arthur spojrzał niecierpliwie na Francuza. Audubon stał nieruchomo, z rozdziawionymi ustami, i patrzył, jak gąsior zajmuje pozycje i nieruchomieje niczym posąg.
— Chce pan rysować kijkiem w błocie? — zapytał Arthur. Dopiero wtedy Audubon zauważył, że papier i farby zostały w worku. Podbiegł do bagażu, zatrzymując się co chwilę, by się upewnić, że gąsior wciąż jest na miejscu.
