— Nie — przyznała. — Byliśmy zbyt powolni. Myślę, że fala uderzy w Sieć. — Czuła się dziwnie oddalona od osaczającego ich niebezpieczeństwa, jak gdyby rozpamiętywała wydarzenia odległe w czasie i przestrzeni.

Zaraz potem, gdy wszystko to runęło w ich stronę, zmarszczka zaburzenia odchyliła się od naturalnego kierunku linii wirowych, przybierając wymyślne i nieprawdopodobne kształty. Mogło się wydawać, że przekroczona została granica elastyczności ośrodka i linia wirowa, poddana nieznośnym obciążeniom, zaczęła im ulegać.

Widok był piękny, wręcz zniewalający. I oddalony zaledwie o długość kilku ludzi.

Dura usłyszała cienki głos starego Addy, który znajdował się gdzieś po drugiej stronie Sieci.

— Uciekajcie od Sieci! Uciekajcie od Sieci!!!

— Rób, jak mówi! No dalej! — krzyknęła do brata.

Farr podniósł głowę. Wciąż przywierał do sznurów; jego oczy wyrażały pustkę, jak gdyby nie odczuwał już strachu ani zdziwienia. Dura uderzyła go pięścią po ręce.

— No, chodź!

Chłopiec krzyknął i oderwał ręce i nogi od Sieci. Z zaskoczeniem spojrzał na siostrę; jego okrągła twarz przypominała zaniepokojone dziecko, a nie dorosłą, zdumioną i przerażoną osobę. Dura chwyciła go za rękę.

— Farr, musisz falować tak, jak nigdy dotąd. Trzymaj mnie za rękę; będziemy razem…

Odepchnęła się od Sieci energicznym wyrzutem nóg. Przez kilka pierwszych chwil wydawało się, że holuje za sobą brata. Jednak wkrótce chłopiec zaczął falować, synchronizując ruchy z siostrą, i oboje błyskawicznie uciekli od skazanej na zagładę Sieci, wijąc się w gęstym Magpolu.

Falując i ciężko dysząc, Dura obejrzała się za siebie. Niestabilność spinowa, otrząsnąwszy się, wędrowała poprzez Powietrze na podobieństwo śmiercionośnej, błękitnobiałej czarodziejskiej różdżki.



14 из 401