Niedbale przeczesała jego sztywne włosy palcami.

— Nie — odparła z przekonaniem, na które nie mogłaby się zdobyć, gdyby była sama. — Nie umrzemy. Ale zagraża nam niebezpieczeństwo. A teraz bierzmy się do roboty. Musimy złożyć Sieć, żeby nie uległa zniszczeniu podczas kolejnej niestabilności. — Pokazała mały supeł, który wydawał się luźno zawiązany. — Tam. Rozwiąż go. Tak szybko, jak tylko możesz.

Zagłębił drżące palce w węzeł i zaczął podważać sznury.

— Ile mamy czasu do uderzenia następnej fali?

— Wystarczająco dużo, by zdążyć — odparła stanowczo. Chciała się upewnić, że ma rację. Nadal ciągnąc oporne supły, zerknęła na Północ, na nadpływ — stamtąd miała przyjść następna fala.

Natychmiast uświadomiła sobie, że się myliła. Dookoła Sieci zabrzmiały zdziwione i coraz bardziej przerażone głosy. Minęło zaledwie kilka uderzeń serca, gdy usłyszała pierwsze okrzyki.

Zbliżała się do nich kolejna fala. Dziewczyna coraz wyraźniej słyszała narastający zgiełk cieplnych fluktuacji. Nowa niestabilność była potężna — głęboka na co najmniej pięciu, sześciu ludzi. Dura obserwowała zjawisko jak zahipnotyzowana; jej palce znieruchomiały. Fala pędziła ku córce Logue'a szybciej niż wszystkie inne, które dotąd pamiętała, a w miarę zbliżania się jej amplituda ulegała coraz większemu pogłębieniu, jakby korzystała z energii Zaburzenia. Oczywiście wzrostowi amplitudy towarzyszył wzrost prędkości. Niestabilność była napierającą superpozycją falowych kształtów, skupionych wokół przemieszczającej się linii wirowej; skupiskiem poruszającym się spiralnie wokół tej linii i, jak się zdawało Durze, przypominającym wrogie zwierzę brnące ku niej.

— Nie damy rady przed nią uciec, prawda? — zagadnął Farr. Nastąpiła chwila bezruchu, niemal spokoju. W głosie jej brata, który wciąż jeszcze przechodził młodzieńczą mutację, nagle zabrzmiała nad podziw dojrzała mądrość. Dura poczuła ulgę: przynajmniej nie będzie musiała go okłamywać.



13 из 401