
Czułość, jaką Farr okazywał zwierzęciu, sprawiała, że nie wyglądał nawet na swoje dwanaście lat — jedną trzecią wieku siostry — i tulił się do prosiaczka tak, jakby chciał objąć swoje dzieciństwo. No cóż, pomyślała Dura, Płaszcz jest ogromny i pusty, lecz znajduje się w nim odrobina wolnego miejsca na dzieciństwo. Farr musiał szybko dorastać.
Tak bardzo przypominał Logue'a, ich ojca.
Nadal lekko zamroczona dziewczyna w przypływie czułości i troski o brata wyciągnęła rękę, żeby pogładzić chłopca po policzku i delikatnie dotknąć palcami brązowych obwódek jego oczu. Uśmiechnęła się.
— Cześć, Farr.
— Przepraszam, że cię obudziłem.
— Nie obudziłeś mnie. Gwiazda była tak uprzejma, że zrobiła to o wiele wcześniej. Znowu Zaburzenie?
— Adda twierdzi, że to najgorsza z dotychczasowych katastrof.
— Nie można się przejmować tym, co mówi Adda — rzekła Dura i pogłaskała falujące włosy brata; wydrążone rureczki jak zawsze były splątane i brudne. — Jakoś przetrwamy. Zawsze dajemy sobie radę, prawda? Wracaj do ojca i powiedz mu, że zaraz tam będę.
— Dobrze. — Fa uśmiechnął się. Odwrócił się sztywno i wciąż kurczowo ściskając płetwę prosiaczka, zaczął niezgrabnie falować przez niewidzialne szlaki pływowe Magpola w kierunku Sieci. Dura obserwowała oddalającego się brata; jego szczupłą sylwetkę pomniejszały wszechobecne, lśniące linie wirowe w tle.
Dziewczyna wyprostowała się i przeciągnęła, napierając na Magpole. Otwierając szeroko usta, starała się rozluźnić zesztywniałe plecy i kończyny. Czuła lekkie muśnięcia Powietrza, które wpadało przez jej gardło do płuc i serca, sączyło się przez nadprzepuszczalne, włosowate naczynia krwionośne, przenikało mięśnie i swą świeżością wywoływało mrowienie w całym ciele.
