Rozglądała się, usiłując jednocześnie wyczuć zapach fotonów.

Światem Dury był Płaszcz Gwiazdy, ogromna pieczara wypełniona żółtobiałym Powietrzem, którą z dołu okalało Morze Kwantowe, a z góry Skorupa.

Skorupę tworzył gruby, splątany sufit poprzecinany fioletowymi smugami trawy i przypominającymi włosy rzędami drzew. Mrużąc oczy — zniekształciła tym samym ich paraboliczne siatkówki — Dura dostrzegała ciemne plamki pośród korzeni drzew tkwiących w spodniej części Skorupy. Patrzyła na nie z tak dużej odległości, że nie wiedziała, czy są to płaszczki, czy stado dzikich świń powietrznych lub inne pasące się zwierzęta. W każdym razie wydawało się, że te ziemnopowietrzne stworzenia wirują i chaotycznie zderzają się ze sobą; odnosiła nawet wrażenie, iż słyszy ich zaniepokojone odgłosy.

Daleko w dole spowite mgłą Morze Kwantowe tworzyło ciemnofioletową podłogę świata, o niewyraźnej, złowrogiej powierzchni. Dura stwierdziła z ulgą, że nie zmąciło jej Zaburzenie. Pamiętała tylko jeden przypadek trzęsienia Morza wywołany Zaburzeniem. Przypomniawszy sobie tamten upiorny epizod, zadygotała jak Magpole. Była w wieku Farra, gdy wezbrane strumienie neutrinowe porwały ze sobą połowę Istot Ludzkich — włącznie z Phir, matką Dury i pierwszą żoną Logue'a — i wyrzuciły wrzeszczące ofiary do tajemniczego świata poza Skorupą.

Linie wirowe, wypełniające Powietrze między Skorupą i Morzem, przypominały klatkę z błękitnych, naelektryzowanych prętów. Zapełniały przestrzeń na wzór heksagonalnej macierzy, pozostając w odległościach równych wzrostowi dziesięciu mężczyzn; osaczały Gwiazdę dalekim nadpływem z Północy, opadając gdzieś za Durą jak trajektorie ogromnych, pełnych wdzięku stworzeń i zacierając się w bladoczerwonym zamgleniu Bieguna Południowego, odległego o miliony ludzi.

Dura podniosła palce, próbując ocenić ułożenie linii i wielkość przestrzeni między nimi.

Widziała obozowisko i panujące w nim poruszenie — przerażone, stłoczone świnie powietrzne, niezdarnie gramolących się ludzi, rozedrganą Sieć, nade wszystko zaś wzburzone Powietrze. Farr wyglądał żałośnie — miotał się wraz ze swoim zwierzakiem, usiłując przedostać się przez niewidzialne kanały pływowe.



3 из 401