
Callahan szanował i podziwiał Rosenberga. Czcił go. Przeczytał o nim wszystko i pamiętał każdy wyrok przez niego orzeczony, wraz z uzasadnieniem. Pisał o nim prace naukowe. Kiedyś nawet zjadł z nim obiad.
Sallinger zaczął się nerwowo wiercić.
– Och nie, panie profesorze. Ja… po prostu w ogóle nie lubię sprzeciwów.
Odpowiedź Sallingera była nawet dowcipna, ale nikt nie odważył się uśmiechnąć. Później, przy piwie, Sallinger i jego kumple będą tarzać się ze śmiechu, wspominając tę chwilę. Teraz jednak nikomu nie było wesoło.
– Rozumiem. A czy w takim razie czytuje pan uzasadnienia większości?
Chwila wahania. Zdaje się, że wyzwanie, jakie rzucił Sallinger Callahanowi, źle się dla śmiałka skończy.
– Tak, panie profesorze. Czytam uzasadnienia.
– Wspaniale. W takim razie zechce pan zreferować, jeśli łaska, uzasadnienie większości w sprawie Nasha przeciwko New Jersey.
Sallinger w życiu nie słyszał o Nashu, ale zapamięta go do końca życia.
– Tego chyba nie czytałem.
– A więc nie czytuje pan uzasadnień sprzeciwów, panie Sallinger, a teraz dowiadujemy się, że zaniedbuje pan także większość. To co pan, u licha, czyta? Romanse? Brukowce?
Z czwartego rzędu rozległ się cichy śmiech studentów, którzy czuli się w obowiązku wyrazić uznanie dla dowcipu Callahana, jednocześnie nie zwracając na siebie jego uwagi.
Twarz Sallingera nabiegła krwią i biedak wpatrywał się jak oniemiały w swego prześladowcę.
– Dlaczego nie przeczytał pan tej sprawy, drogi panie? – drążył bezlitośnie Callahan.
– Nie wiem. Ja… no… chyba zapomniałem.
Callahan przyjął to ze zrozumieniem.
– Nie dziwi mnie to. Wspomniałem o tej sprawie w zeszłym tygodniu. W zeszłą środę, mówiąc ściśle. Jest to jedna ze spraw, których znajomości będę wymagał podczas egzaminu końcowego. I właśnie dlatego nie pojmuję, dlaczego nie zapoznał się pan z uzasadnieniem, od którego zależy pańskie być albo nie być. – Callahan przechadzał się wolnym krokiem przed katedrą i przyglądał się swym słuchaczom. – Czy ktoś zadał sobie trud i przeczytał to, o co pytam?
